Rozdział XII





Następny tydzień prawie cały Luna i Aleksander spędzili w stajni z Natalią, doglądając rannego konia. Luna również chciała mieć pewność, że nieproszona wizyta się nie powtórzy. Czas płyną im powoli i spokojnie, nie działo się nic nieprzewidzianego. W piątek odwożąc rodzeństwo do domu, Luna nie wysiadła z nimi z samochodu.
- Cześć, do zobaczenia, ale nie jutro - Luna uśmiechnęła się do Aleksandra i Natalii. – Niestety mam do załatwienia parę spraw z ojcem i muszę dziś wyjechać, chyba na kilka dni, tak że musicie dać sobie radę sami - roześmiała się.
- Och, jaka szkoda – Natalia wyraźnie się zmartwiła – Nasi rodzice przyjechali na parę dni i tata jutro ma zaproszenie na jakiś pokaz mody, myślałam, że pójdziesz z nami i przy okazji ich poznasz
- Zwłaszcza, że ja nie bardzo mam ochotę – dodał Aleksander – I chętnie bym się wykręcił, ale jak mam pójść to wolałbym z tobą
- Przykro mi, ale niestety nie mogę, może innym razem, ale bawcie się dobrze, zadzwonię pewno dopiero w poniedziałek
- No, to Hej – zawołała Natalia i pobiegła do niecierpliwiącego się pod bramą Puszka.
- Do zobaczenia jak najszybciej – Aleksander pochylił się, wsadzając głowę przez otwarte okno i pocałował lekko Lunę gładząc, jednocześnie jej chłodny policzek.
- Do zobaczenia – uśmiechnęła się czule na pożegnanie – Kocham cię.


- Dobrze, że już jesteś, - Gajusz zaczął bez zbędnych wstępów – Ostatnio ciągle się urywasz i jesteś rozkojarzona, ale teraz musisz się skupić. – spojrzał przeciągle na Lunę i kontynuował – Daniel wytropił miejsce przerzutu i przetrzymywania, grupy kobiet i dzieci, mamy konkretne namiary i ruszamy razem z oddziałem policji.
- Po co nam policja – zdziwiła się Luna
- To akcja policji, my tylko pomagamy, - zaśmiał się Gajusz – Chodzi o to byś uśpiła czujność strażników, są porządnie uzbrojeni, a na dodatek, Daniel nie był pewien, ale prawdopodobnie jest tam też magazyn broni…
- O to gratka dla policji, ale może nam by się przydała…
- Bez przesady, lepiej nam się przyda przysługa dla policji i wspólna akcja
- A czyj to magazyn, wiemy?
- Tak, to już Oliwia sprawdziła należy do niejakiego Hansa Larsa, Niemca bliskiego kumpla Macharenki jeszcze z okresu zimnej wojny i ich wspólnych akcji zarówno przemytniczych jak i szpiegowskich.
- To Macharenko jest dość wszechstronny jak widzę, nie ma co narzekać, a myślisz, że ten Lars będzie coś więcej wiedział?
- Mam nadzieję, wysłałem po niego już Sebastiana, akurat bez problemu go namierzyliśmy jak chwalił się vipowskimi zaproszeniami na jakąś imprezę.
- I co tu go chcesz sprowadzić? – Luna nie kryła zdziwienia
- Nie, skąd wywieziemy go, by Macharenko nie mógł nawet próbować go odbić, ani zabić.
- Gdzie?
- Do domu w górach tam go spokojnie przesłuchamy, na początek, a potem jak będzie współpracował i dalej będzie potrzebny to zobaczymy.
- To Sebastian tam zostaje?
- Nie, zdecydowanie tu jest potrzebny, i być może bracia Verden, też interesuje się Macharenką, a w zasadzie może nawet wpadli na trop tego, z kim Macharenko współpracuje, choć ich teraz raczej interesują skarby z Egiptu i Libii. Chciałbym aby Sebastian to sprawdził i wprowadził ich ewentualnie w naszą sprawę.
- Dobra, Też mam tam teraz jechać?
-Nie, z Sebastianem spotkamy się na miejscu i przesłuchamy Larsa, a potem wy wracacie, a ja z Larsem to jak wyjdzie– wyjaśnił Gajusz
- OK, kiedy ruszamy?
- Zaraz, jak tylko Oliwia da sygnał.
- Przebiorę się i już jestem – rzuciła w biegu Luna


Natalia stała przed lustrem, zastanawiając się krytycznie czy ta sukienka to był jednak właściwy wybór, na to przyjęcie z pokazem mody. Sukienka była delikatna, zwiewna, krótka, na ramiączka w kolorze ciemnej śliwki z drobnym wzorem o jaśniejszym odcieniu, w prostym kroju, z podkreśloną talią. Ale najbardziej rewelacyjne było to, iż wszystkie dodatki miała tak idealnie dobrane. Buty i torebka z delikatnej skórki dokładnie w kolorze tła sukienki, a biżuteria w kolorze wzorku.
Nigdy na czymś takim nie była i zastanawiała się czy może powinna mieć balową kreacje do ziemi i szpilki, jak mama. Jednak po kolejnym obrocie przed lustrem doszła do wniosku, że wygląda dobrze, a nie zamierza z siebie robić cuda przebierając się w super kiecki, w końcu modelkom przecież nie dorówna.
Rozległo się głośne pukanie do drzwi i nawet nie zdążyła krzyknąć „proszę” jak otworzyły się z impetem i Aleksander wpadł z hukiem.
- No mała, rodzice już czekają, a ty wyglądasz olśniewająco, zbieraj się.
- Już, już, a ty cwaniaczku co będziesz robił, rozpaczał w samotności za swą lubą – zaśmiała się, bo wiedziała, że chce jak najszybciej pozbyć się rodziny z domu by spokojnie pograć w necie z kumplami, już był umówiony
- O mnie się nie bój i bawcie się dobrze
Dojazd do hotelu w którym był pokaz okazał się niezbyt sympatyczny przez tłumy gapiów podziwiających modelki i paparazzi czyhających na podjeżdżających vipów.
- Nie wiedziałam, że tu będzie tylu sławnych i bogatych – powiedziała Natalia z przekąsem – Nie wiem czy się wciśniemy.
Ale wcisnąć im się udało i szybko zajęli swoje miejsca. Pokaz okazał się fantastyczny, pięknie oświetlone modelki, niesamowite kreacje i piękna muzyka. Przyjęcie było już mniej fantastyczne, ojciec co chwilę przedstawiał ją jakimś ludziom, rozumiała, że to partnerzy od interesów i ich żony, córki i pewno kochanki.
Jedzenie było nawet niezłe, Natalia nałożyła sobie sporo rożnych specjałów na talerzyk i postanowiła zjeść w spokoju poza główna salą przyjęcia. Wymknęła się bocznymi szklanymi drzwiami i żeby nie pozostawać na widoku, poszła jeszcze kawałek dalej korytarzem. W małej wnęce znalazła pusty stolik i dwa foteliki, więc rozłożyła się tam ze swoim prowiantem zadowolona z odrobiny samotności.
Wsadzając kolejną porcję jakiejś niezidentyfikowanej sałatki do ust usłyszała ciche głosy i kroki dochodzące z korytarza z przeciwnej strony niż sala przyjęcia. Wcisnęła się mocniej w fotel starając się być jak najmniej widoczna. Jednak po chwili usłyszała trzaśniecie drzwi i wszystko wróciło do normy.
Niestety nie na długo, od strony przyjęcia usłyszała znowu zbliżających się ludzi, kiedy wyjrzała ostrożnie ze swojej wnęki okazało się, że to jakiś obleśny gruby facet i jego dwóch ochroniarzy, ale zatrzymali się wcześniej i weszli do jednego z pokoi konferencyjnych. Parę minut później jeden z ochroniarzy wyszedł i poszedł w stronę schodów mijając ją ale nie zauważając.
Cholera, ruch jak na autostradzie” – pomyślała z obrzydzeniem Natalia
Po paru minutach spokoju znów pojawił się ochroniarz tym razem prowadząc dziewczynę. Nie było by w tym nic dziwnego, na przyjęciu. Ale kiedy przechodzili obok Natalia spojrzała na nią przelotnie, a potem już przyjrzała się uważniej. Ta dziewczyna nie wyglądała na więcej niż czternaście lat i zdecydowanie nie szła tam z własnej woli. Była przerażona i jakby lekko nieprzytomna, w umyśle Natalii zapaliła się natychmiast lampka ostrzegawcza.
To dziecko i to po prochach, coś jest nie tak…”
Wyjrzała ostrożnie, ochroniarz brutalnie wciągną dziewczynę do pokoju w którym znikną gruby facet. Natalia zaczęła gorączkowo analizować sytuację, nie dość, że już to wszystko co zobaczyła wskazywało na wykorzystywanie dziecka, pedofilię, to jeszcze ostatnie wydarzenia w szpitalu, fantastyczne teorie Artura i napad na Latosa, pobudziły jej wyobraźnie.
Może to są ludzie wykorzystujący nieletnie i inne kobiety do prostytucji itd., a do tego je otumaniają prochami, coś muszę zrobić”
Natalia poczekała chwilę, a potem wolno wstała i cicho podeszła do drzwi pokoju. Przez nie usłyszała wyraźnie jęki i płacz dziewczyny oraz sprośny rechot męskich śmiechów, a potem odgłosy szamotaniny i uderzeń zakończone płaczem. Tyle jej wystarczyło, wstrząśnięta sięgnęła po telefon i wybrała numer jedynego, obecnie przytomnego, znanego sobie policjanta, detektywa Hoffmana, który miała nadzieję będzie wiedział co zrobić. Niestety po pierwszym sygnale włączyła się poczta głosowa.
- Tu detektyw Robert Hoffman, proszę zostawić wiadomość
- Dzień dobry, tu Natalia Romano, przepraszam, że tak dzwonię ale nie wiem co zrobić – zaczęła szybkim szeptem – Jestem w hotelu „Mercurion” na pokazie mody, coś tu się dzieje niedobrego. W jednym z pokoi jakiś facet znęca się i wykorzystuje dziewczynę na oko czternastoletnią. Pomyślałam, że będzie Pan wiedział co robić, jak Pan to odsłucha niedługo… to szóste piętro pokój 6547, koło sali bankietowej. Ja spróbuje poszukać ochrony. Niech Pan do mnie zadzwoni. Do widzenia.
Zakończyła połączenie i zastanowiła się co dalej, detektyw prawdopodobnie nie odpowie jak jest zajęty, cos musi zrobić, ale co. W tym momencie usłyszała ponowny odgłos otwieranych drzwi i podniesione głosy. Dwaj faceci gruby i jakiś drugi rozmawiali głośno w nieznanym jej języku poklepując się po plecach. Po chwili ten drugi facet odszedł w stronę przyjęcia, a gruby razem z ochroniarzem ruszył w jej stronę. Natalia szybko cofnęła się do swojej wnęki.
Przeszli obok niej bez zainteresowania i poszli dalej, znów usłyszała trzaśnięcie drzwiami. Pomyślała, że może tam jest toaleta, albo coś takiego nie przestała się nimi interesować, jednak niepokoiło ją co z dziewczyną, tam został drugi ochroniarz, a może też jej oprawca. Po chwili kończąc zgromadzone jedzenie postanowiła pójść za facetami zobaczyć czy rzeczywiście jest tam toaleta, a potem znaleźć ochronę, albo kogoś może zawiadomi ojca.
Nieśpiesznie wstała i ruszyła korytarzem w stronę domniemanej toalety. Dochodząc do drzwi usłyszała huknięcie potem nagle drzwi wystrzeliły prosto w nią, uderzając ją boleśnie w ramię. Krzyknęła zaskoczona i odsunęła się szybko, całe szczęście bo przez rozwalone szeroko drzwi wytoczyło się dwóch wielkich facetów, ciągnących szamoczącego się poprzednio widzianego grubasa.
Za nimi dostrzegła trzecią postać, równie wysoka i dobrze zbudowaną, ale poruszająca się jakby z dużo większa zwinnością i szybkością. Przeraziła się. W zasadzie nie zdołała zobaczyć kiedy, bo nawet dobrze jej nie zdołała zobaczyć, postać w czerni znalazła się koło niej. I w tedy go  poznała, to ten chłopak, czy raczej facet, motocyklista, Sebastian, chciała krzyknąć, ale głos uwiązł jej w gardle, a chłopak błyskawicznie zdążył złapać ją w pół i zasłonić usta.
Trzymając cały czas jedną rękę na jej ustach, podniósł ją w górę i pobiegł za resztą. Okropny strach wyzwolił gwałtowny przypływ adrenaliny. Szarpała się ile miała sił, kopała i rzucała głową, ale  to go w ogóle nie wzruszało, jak by nic nie warzyła trzymał ją w pół jedną ręką i biegł prawie bezgłośnie po schodach. Zmieniła więc taktykę próbowała teraz zaczepić o coś nogami lub coś kopnąć, by narobić hałasu, ale to też na nic się nie zdało, nieznajomy był szybszy i bezbłędnie wymijał przeszkody, o które mogła zaczepić.
- Przestań się szarpać, nic ci to nie pomoże – mruknął gniewnie
Wzmogło to tylko jej walkę i zaczęła teraz próbować go ugryźć w dłoń blokującą usta i oddech, nie trwało to długo mężczyzna wzmocnił nacisk na jej twarz, co spowodowało brak dopływu powietrza i zaczęła się dusić. Próbowała się jeszcze bronić, rzucała głową, ale nadaremno, powoli zaczęła ogarniać ją panika a potem, ciemność.


Luna stała obok porucznika Fila, który bacznie przez lornetkę na podczerwień obserwował okolicę budynku. Sama sprawdziła wszystko już dokładnie i potwierdziła miejsca wszystkich obserwowanych obiektów, a na dodatek była w stanie dokładnie zlokalizować osoby wewnątrz, nie chciała być jednak nieuprzejma dla porucznika więc pozwoliła mu wszystko sprawdzać.
Przez moment zastanawiała się co teraz robi Aleksander, szkoda że zostawiła telefon w domu, zaraz po tej akcji lecą do Malamiego i nie będzie miała okazji zadzwonić i usłyszeć jego głosu. Musi się skoncentrować Gajusz ma rację Aleksander zdecydowanie ją rozprasza. Z zamyślenia wyrwał ją głos porucznika.
- Chce Pani spojrzeć, szef mówił, że mam Panią dokładnie informować, a Pani ma obserwować akcję.
- Nie, dziękuję, nie znam się na takim sprzęcie, wystarczy mi to co widać – z uśmiechem odparła Luna, poprawiając kuloodporną kamizelkę w którą zmusili ją ubrać się.
- Przecież nic nie widać – zdziwił się porucznik
- Nie szkodzi, cos tam widzę
- Dobra, za chwilę będziemy wchodzić, proszę się nie ruszać stąd – powiedział ostrożnie i dodał – Właściwie nie wiem co Pani tu robi i dlaczego…
- Nic, jestem konsultantem, psychologiem, mam pomóc jak by ci przetrzymywani wpadli w panikę, albo byli w szoku, podobnie moja koleżanka, to żaden sekret – uśmiechnęła się do porucznika uspokajająco – Może nie będę nawet potrzebna
Jak tam, Oliwia, co się dzieje, mogą zaczynać”
Myślę, że tak, strażnicy właśnie sprawdzali czy wszystko w porządku i są spokojni, nic nie podejrzewają, możesz ich uśpić, acha uważajcie na te boczne wejście, dziwnie o nim myślą, jak by obawiali się go, ale mam za mało czasu… w każdym razie tam nikogo nie ma.”
Ok, sprawdzę, ale dla pewności musze podejść trochę bliżej”
- Poruczniku, nie chcę tu zostawać, może okazać się, jednak, że jak będziecie wchodzić to któraś z ofiar wpadnie w panikę i w tedy będę potrzebna.
- Nie mogę się zgodzić, nie możemy chronić Pań w czasie akcji - żachnął się porucznik.
- Nie Pań, tylko mnie, koleżanka zostaje, a Pan chce mnie zabrać, prawda? – powiedziała z mocą patrząc mu w oczy.
- Tak, może się Pani przydać – powiedział porucznik.
- W takim razie idziemy.
- Ok, zaczynamy – dodał przez mikrofon do reszty ekipy. – Uwaga, zaczynamy!
Luna obserwowała spokojnie całą jednostkę, podchodzili do budynku ze wszystkich stron, z karabinami gotowymi do użycia, i noktowizorami na oczach. Uśmiechnęła się do siebie, wiedziała, że policjanci są bezpieczni, wszyscy w budynku i przed nim byli uśpieni. Powoli szła za porucznikiem w stronę, jak mu zasugerowała podejrzanych drzwi. Kiedy zbliżyli się już na odległość 30 metrów, nagle dotarł do niej charakterystyczny zapach migdałów.
- Poruczniku, proszą się zatrzymać i proszę zatrzymać ludzi
- Ależ…
- Natychmiast, tam są ładunki wybuchowe – i poparła ten rozkaz myślowym nakazem, ale tylko przez moment by nie odrywać się od strażników
- Skąd Pani wie?
- Nie czuje Pan, zapach migdałów, to charakterystyczne dla C4 – odparła spokojnie – proszę wezwać saperów by sprawdzili, za nim wejdziecie do budynku.
- Ale …
- Bez obaw, strażnicy są uśpieni, tych na zewnątrz możecie aresztować, ale nie wchodźcie.
- Tak, ma Pani rację – powiedział w zamyśleniu i wydał odpowiednie rozkazy swoim ludziom, po chwili otrzymał odpowiedź, od wysłanych do budynku ludzi.
- Miała Pani rację, niesamowite
-Ależ skąd, Pan też pewnie zaraz by poczuł – odpowiedziała ze śmiechem
- No, może, jest czysto, wchodzimy, może Pani zająć się uwolnionymi, - przez moment wsłuchał się w informację w słuchawce – Tak, jest – odpowiedział i dodał do Luny – To 8 kobiet i 4 dzieci.
- Ok, dziękuję.


Piękna Luna i jeszcze… piękna Oliwia, znów w towarzystwie głupich ludzi, Oliwia też jest wspaniała marnuje swój talent, a mogłaby tak wiele, ale ze mną. Na razie punkt dla nich, choć jakby ich tu nie było to głupi ludzie poszliby w drzazgi. Ale na nasze spotkanie jeszcze nie czas.”


Sebastian zbiegał po schodach szybko i bez wysiłku, nadążając bez problemu za swoimi ludźmi niosącymi bezwładne już ciało porwanego obiektu. Tak wolał o nim myśleć, choć znał jego nazwisko i powiązania, najchętniej sam by się nim zajął, a to nie najlepszy pomysł. W związku z tym traktował to przedmiotowo, więc robota jak każda inna, złapać, przewieść i dostarczyć na miejsce, reszta zajmuje się Gajusz, a ten wie co robi. Czysto łatwo i bez problemowo, tak było zawsze.
Tym razem jednak nie, co ma zrobić z tą dziewczyną, i to właśnie Ona, poznała go widział to w jej oczach. Zawsze priorytetem było unikanie strat wśród niewinnych ludzi, czemu tym razem nie ma z nim Luny ona takie sprawy załatwia jest dużo silniejsza od niego, a na tą małą doskonale pamiętał, że nie mógł wpłynąć. Wtedy to było mało ważne, ale teraz to katastrofa.
Jednak musiał też przyznać, że to nie wszystko, kiedy ponownie dotkną tej dziewczyny, poczuł jej zapach, ciepło i kiedy z taką pasją walczyła z nim, znów poczuł coś niesamowitego, fascynację niezidentyfikowane uczucie, które kazało mu zabrać ją ze sobą, pomimo, że straciła przytomność i mógł ją zakneblować i zastawić na schodach, nim ktoś by ją znalazł byliby daleko. Teraz trzymał ją w ramionach i przyciskając bezwładne ciało do piersi miał tak irracjonalne uczucie przyjemności.
Po chwili byli już w furgonetce stojącej w garażu, zatrzasnąwszy drzwi ruszyli szybko przez nikogo niezauważeni i pomknęli dalej ciemnymi ulicami.
- Szefie, zrobić ci miejsce przechodzisz do przodu.
- Nie zostanę tutaj, Lars uśpiony
- Tak, już będzie teraz spał co najmniej trzy dni, a co z tą małą, czy wywalamy ją gdzieś, nim się obudzi.
- Nie– Sebastian warkną ze złością
Spojrzał na bezwładne ciało leżące na brudnej podłodze furgonetki i pochylił się ostrożnie dotykając ramienia dziewczyny. Tak, teraz na razie, będzie spała, nie obudzi się długo na pewno, a on może się spokojnie zastanowić. Jeszcze raz pochylił się nad ciałem dziewczyny i uniósł je łagodnie układając ją na swoich kolanach. Sięgną po leżący w rogu koc i delikatnie otulił nim śpiąca dziewczynę.
Wyglądała tak delikatnie i niewinnie jak śpiąca królewna z bajki, a on wyobraził sobie jak mógłby być królewiczem budzącym królewnę ze snu pocałunkiem. Tak było w bajkach, ale on nie jest królewiczem, rycerzem tylko potworem z bajek, przed którymi rycerze ocalają królewny.
Zasępił się, ma moment i pogłaskał delikatnie policzek dziewczyny, był taki miękki, ciepły i delikatny. Czy na pewno chciał tylko obudzić ją pocałunkiem, a może zamiast pocałunku zatopiłby swoje zęby w jej gładkiej białej szyi i nasycił się jej krwią, tak to było pożądanie i pragnienie zarazem tak silne i tak pierwotne. Nie, myśl o tym, że mógłby ją skrzywdzić podziałała na niego piorunująco, nie chce tego nie mógłby.
Mijały kolejne godziny szybkiej ucieczki, przesiedli się do innej furgonetki jeszcze parę godzin i będą na miejscu. Im dłużej przyglądał się śpiącej dziewczynie tym bardziej nie chciał się z nią rozstawać i tym bardziej wiedział, że nie chce jej skrzywdzić, a to się ze sobą raczej wykluczało. Choć jeśli Luna mogła kochać zwykłego chłopaka, to i on mógł zakochać się w takiej dziewczynie. Co za absurdalna myśl, wszystko przez Lunę. I co z tego będzie, zwłaszcza jak się Gajusz dowie, złamali jego największy nakaz, i to oboje. Może to jakaś epidemia.


Aleksander zdenerwowany po raz kolejny usiłował połączyć się z Luną, ale nic. Zostawił już kilka wiadomości relacjonujących zaginiecie Natalii i prośby o telefon, jednak Luna nie oddzwoniła. Ostatnie kilkanaście godzin było jak zły sen. Od momentu jak rodzice zadzwonili z pytaniem czy może Natalia wróciła sama wcześniej do domu, bo nie mogą jej znaleźć i nie odpowiada na telefon, wszystko było katastrofa i nic nie wskazywało na poprawę tej sytuacji. Dzwonił po znajomych Natalii, ale nikt nic nie wiedział do nikogo nie dzwoniła, potem wrócili rodzice i dalej dzwonili po szpitalach i na policję.
Matka mówiła, że na imprezie pod koniec przyjęcia było jakieś zamieszanie i nawet ktoś mówił, że w hotelu jest policja, ale tak naprawdę nic nie było wiadomo. Ochrona hotelu nie znalazła Natalii w hotelu ani na terenie. Policja miała się skontaktować rano.
Późno w nocy zadzwonił do ojca jakiś detektyw z dziwnym pytaniem, czy Natalia rozmawiała z nim na przyjęciu o tym co widziała. Aleksander słyszał jak ojciec usiłuje dowiedzieć się o co chodzi i okropnie się zdenerwował, bo wyglądało na to, że Natalia w coś się wpakowała i na dodatek prawdopodobnie znała tego policjanta.
Znów wybrał numer i znów odpowiedziała mu automatyczna sekretarka nawet nie głos Luny. Miał nieodparte wrażenie, że tylko ona może mu pomóc znaleźć siostrę, a to co o niej wiedział mówiło mu, że ma dużo większe możliwości niż policja. Ale jej nie było. Był nawet pod jej domem i mimo wcześniejszych zakazów Luny, dzwonił, ale dom był cichy i pusty nikogo nie było.


Dziewczyna leżała teraz na kilku miękkich kocach, amortyzujących podskoki i drgania furgonetki na wybojach, a jej głowa spoczywała na jego kolanach. Napawał się jej zapachem i ciepłem cały czas gładząc jej włosy, policzki i szyję, jak by nie mogąc oderwać swoich rąk od jej ciała. W pewnym momencie zauważył, że nieruchoma do tej pory twarzyczka delikatnie poruszyła się i dziewczyna poruszyła oczami pod zamkniętymi powiekami i jakby wtuliła się przysuwając policzek do jego chłodnej gładzącej ja dłoni.
Powoli zaczynała się wybudzać, chciał spojrzeć w jej oczy przekonać ją, że nie jest zły i…
Znów lekko się poruszyła, jęknęła cicho i westchnęła, przekręciła głowę jak by szukając miłego dotyku jego dłoni. Przytulił ją do siebie i położył chłodną dłoń na czole, a potem pochylił się i delikatnie musną pocałunkiem jej wargi. Westchnęła i powoli otworzyła jeszcze nieprzytomne oczy.
Widział, że jest jeszcze odurzona i nie ma pojęcia co się z nią dzieje, ale jego dotyk działał na nią uspokajająco i sprawiał jej przyjemność. Szerzej otworzyła wielkie ciemno szare oczy i spojrzała prosto na niego, a on utoną w tych wspaniałych, w miarę odzyskiwania przytomności coraz głębszych i większych oczach.


Dłuższy czas nie była w stanie zrozumieć co się z nią dzieje. Czuła ruch, może unosiła się na wietrze lub na wodzie, może wirowała i spadała w przepaść. Nie ten ruch był kołyszący, ale twardy i nierówny, było jej ciepło, miękko i przyjemnie. Gdyby nie ten dziwny odgłos i ruch, drgania mogłaby budzić się w łóżku z długiego dziwnego snu. Czuła jeszcze coś tak zniewalająco miłego, jak muśnięcia chłodnych delikatnych skrzydeł. Czy skrzydła są chłodne? Nie, to głaskanie delikatnych chłodnych dłoni, ale czyich, kto budzi ją tak słodko?
Gdzieś w jej głowie pojawiła się myśl „Jesteś bezpieczna, zawsze będę cię chronić…” – czy to jej myśli …
Usiłowała otworzyć oczy, ale nie mogła, a może otworzyła, ale nic nie widziała. Starała się skoncentrować i zmusić swój umysł do wysiłku sprawdzenia co jest tak nieprawdopodobnie przyjemne. Powoli ciemność zamieniała się w ferie kolorowych barwnych plam, wirujących i mieszających się ze sobą, by po dłuższej chwili zacząć się uspokajać i formować w określone kształty. Tym kształtem były wszech ogarniające, niesamowite, przenikliwe, czarne oczy w kształcie łagodnych migdałów, otoczonych długimi, gęstymi, ciemnymi rzęsami i zwieńczonych gęstymi czarnymi prostymi brwiami. Te oczy były wszystkim całym światem i jednocześnie całym wszechświatem, otaczały ją i przenikały, a ona w nich zatracała się i nie chciała nigdy przestać. Oczy patrzyły na nią z ogromną czułością i troską, dając poczucie bezpieczeństwa i miłości, tak miłości, pożądania, rozkoszy, na zawsze.
Powoli nie mogąc oderwać się jednak od tych oczu, umysł Natalii zaczynał pracować analizować co działo się wokół i co działo się… wcześniej. Starała się przypomnieć sobie gdzie jest i co tu robiła i kto to jest. Nagle w jej świadomości pojawił się paniczny strach, to pamiętała, wszech ogarniający strach i ból. Zaczynała trzeźwieć i przypominać sobie poprzednie wydarzenia.
Próbowała zerwać się, uciekać, jednak jej ciało nie było gotowe na tak gwałtowny ruch, nim uniosła się choć trochę zatoczyła się i zaczęła spadać, jednak delikatne mocne ręce potrzymały ją lekko i pewnie, nie pozwalając upaść.
Uspokój się nie zrobię ci krzywdy” – pojawiło się jej w głowie
Ich dotyk był miły i bezpieczny, ale nie dała się zwieść wrażeniu, dalej walczyła, rzucała się i szarpała, strach zaczynał przemieniać się w złość, a ta dodawała jej sił. Próbowała kopać, gryźć, i uderzać głową, ale kopała głównie powietrze, a nawet jak dosięgła prześladowcę to on tylko się uśmiechał kpiąco. Jej głowa parę razy uderzyła w podłogę furgonetki, a zębami zdołała tylko złapać przez moment rękaw skórzanej kurtki, ale nie poddawała się.
- Uspokój się nie zrobię ci krzywdy – usłyszała cichy miękki głos – Choć ładnie pachniesz kiedy się boisz, bardzo pociągająco – zaśmiał się trochę łobuzersko i nie zbyt uspokajająco.
Po tych słowach dotyk oplatających ją rąk zelżał, co natychmiast wykorzystałaby szarpnąć się i wyrwać, jednoczesny podskok ciężarówki na jakimś wyboju, odrzucił ją na bok, uderzyła o boczna ściankę z hukiem, wrzasnęła bardziej ze złości niż bólu, ale szybko się odturlała i podniosła tak by w rogu skulić się w przysiadzie.
Tym razem jej prześladowca nie zareagował na jej ucieczkę, ale przyglądał jej się z rozbawieniem. Nienawidziła go i tego uśmiechu, wszystkich nienawidziła. Czuła się jak zwierzę w klatce, a złość zaczynała przeradzać się we wściekłość podsycaną jeszcze paniką. Na dodatek jeszcze strasznie chciało jej się pić, zdawała sobie sprawę, że to głupota teraz o tym myśleć, ale czuła aż ból w gardle i przełyku.
- Hej, szefie, wszystko gra, może pomóc – dobiegł głos od strony szoferki
- Nie, w porządku, wszystko Ok. – odpowiedział mężczyzna przed nią, z rozbawieniem
- Skoro tak, nie ma sprawy, dobrej zabawy, szefie, zostaw może coś dla nas – głos zarechotał lubieżnie.
- Spadaj, bo i tobą się zajmę –warkną głośno, tym razem w jego głosie nie było rozbawienia, wręcz przeciwnie, ta groźba była bardzo poważna.
Od strony szoferki zaległa jednoznaczna cisza. Widziała grymas złości na twarzy swojego prześladowcy i podsyciło to wciąż narastającą panikę.
Teraz to już koniec” – pomyślała.
Im bardziej się bała tym bardziej była wściekła, dodatkowo furgonetka znów gwałtownie wzięła zakręt, powodując, że Natalia straciła równowagę i dotkliwie uderzyła się w bark. Znów widziała kpiący uśmiech jaki pojawił się w tym momencie na twarzy mężczyzny i jego rozbawione oczy. To plus usłyszane wcześniej słowa, a właściwie ten lubieżny rechot, utrata równowagi i ból przelało miarę, jej wściekłości i strachu, teraz była w furii. Adrenalina w jej żyłach buzowała, a ciśnienie powodowało, że przestawała widzieć i myśleć. Tak silne pobudzenie wywoływało silne uczucia, które jej całe ciało odczytywało jako wściekłość i nienawiść. Była gotowa zabić by się bronić, do ostatniej kropli krwi.
- Może chcesz się napić, to się trochę uspokoisz – przyglądał jej się jak małemu zamkniętemu w klatce zwierzątku
Dostrzegła w zalewającej ją furii tylko wyciągniętą w jej kierunku rękę, nic nie myślała, rzuciła się do przodu, ugryzła wyciągniętą dłoń i z impetem zaatakowała przeciwnika.


Takiego ataku się nie spodziewał, jednak szybkość jego reakcji była nieporównywalnie większa niż dziewczyny, dla niego poruszała się wolno i bez trudu złapał ją i unieruchomił. Obserwując ją wcześniej przywodziła mu na myśl małe zwierzątko szamoczące i złoszczące się na opiekuna, teraz to już nie był mały tygrysek, to był atak dzikiej furii i determinacji wściekłej tygrysicy. Było to dla niego fascynujące, i dodatkowo wzbudzało tak silne uczucia, których jak sądził nigdy nie miał.
- Ugryzłaś mnie – Sebastian był zdziwiony i zafascynowany – Chcesz mojej krwi zamiast wody
Dziewczyna spojrzała na niego dziko z furią i nienawiścią w oczach. Skoro tak, i nie chce po dobroci zawsze może ją zmusić. Obrócił się powoli, sięgną po butelkę i przytkną jej siła do ust.
- Pij – rozkazał twardo
Zacisnęła mocniej szczęki i starała się odwrócić głowę, trochę płynu dostało jej się do ust. Zaczęła pluć i krztusić się.
- Pij – ponowił rozkaz
- Niee… - warknęła z wściekłością i spróbowała znów go ugryźć, a potem uderzyć głową.
- Jak chcesz – prychną i puścił, a w zasadzie rzucił dziewczynę na podłogę ciężarówki.
Przez moment leżała nieruchomo oszołomiona, potem obróciła się, podkurczyła nogi i skoczyła w róg furgonetki, przybierając obronną pozycje, kucała opierając ręce o podłogę.
Sebastian udał ruch jak by chciał podsunąć się do niej, widząc jak się spina, zaśmiał się kpiąco i trochę okrutnie.
- No to siedź tam jak chcesz mnie to nie obchodzi – powiedział obojętnie – Jak będziesz chciała pić to mnie obudź – dodał pokazując butelkę.
Cofną się do leżących na podłodze koców i usiadł na nich opierając się plecami o bok pojazdu wyciągną nogi i postawił butelkę koło siebie, po przeciwnej stronie niż była dziewczyna. Potem przeciągną się i lekko rozłożył zamykając oczy, nie spał jednak słyszał każdy oddech dziewczyny i każde jej uderzenie serca. Wiedział, że łatwo nie będzie, jest bardzo uparta ale był cierpliwy, polował.
Dziewczyna kucała przez dłuższy czas w pozycji gotowej do skoku, spięta i nieruchoma. Potem powoli i ostrożnie usiadła na podłodze, Sebastian wiedział, że cały czas mu się uważnie przygląda oceniając czy śpi. Po prawie godzinie chyba nabrała pewności, że śpi, ostrożnie przekręciła się z powrotem na czworaka i podsunęła się odrobinę, badając jego reakcję. Następnie podeszła bliżej, znów zatrzymała się, słyszał z rozbawieniem, jak serce jej wali, czuł jej zapach i krew płynąca w żyłach.
Teraz dziewczyna ostrożnie wyciągnęła rękę, by sięgnąć po butelkę, musiała się pochylić nad nim, czuł jej ciepło i pobudzenie. Otworzył oczy, jednocześnie łapiąc ją za nadgarstki, uśmiechną się łobuzersko, pocałował i przewrócił na plecy.
- Kazałem się obudzić, jak będziesz chciała pić – zaśmiał się.
- Nie na… - nie miała szansy skończyć, bo zatkał jej usta jego szybki całus – złapała powietrze gwałtownie
- Ni… - znów jego wargi wbiły się w jej usta nim skończyła
Nie mów tak, bo ja mogę tak w nieskończoność, chyba, że chcesz…
Choć przez chwilę turlali się po podłodze furgonetki, rzuceni impetem powrotu jej furii, starał się osłaniać ją przed uderzeniami nie przygnieść zbyt mocno. Nie miał żadnego problemu z unieruchomieniem jej w swoich silnych ramionach, obejmował ją mocno i starał się jednocześnie delikatnie gładzić jej włosy i plecy.
- Uspokój się nie zrobię ci krzywdy –Sebastian starał się mówić jak najłagodniej, bojąc się, iż zaraz sama zrobi sobie krzywdę. – Może jednak się napijesz – ciągną dalej łagodnie.
Odsunęła się gwałtownie, ile tylko mogła, mocno trzymana w uścisku Sebastiana. Widząc jak mocno zaciska szczęki w sprzeciwie i głośno wydycha powietrze, uśmiechną się.
- Takie małe, a jakie złe – zaśmiał się – Na szczęście mnie to nie przeraża, spotkaliśmy się już pamiętasz mnie?
- Niee… pieprz się, nienawidzę cię, puść mnie – zawarczała, kuląc się.
Pamiętasz. Uspokój się nie zrobię ci krzywdy, w końcu ty mnie kiedyś uratowałaś” – spróbował ostrożnie.
Tulił ją do siebie, wiedząc, że takie unieruchomienie jest najlepszym lekarstwem na taki atak paniki i furii i rzeczywiście po chwili, poziom adrenaliny zaczął jej opadać i miejsce dzikiej furii zajęły łzy, płynące dziewczynie po policzkach. Z jej gardła dobył się szloch rozpaczy. Nie poddała się może jeszcze, ale zaczynała powoli uspokajać. Oddychała gwałtownie łapiąc powietrze przez łzy, a serce waliło jej jeszcze w oszałamiającym tempie. Sebastian wsłuchując się w ten dźwięk czuł ogarniająca go fascynacje i pożądanie.
- No, może jednak – delikatnie podsuną jej butelkę z wodą
Tym razem nie odsunęła się, przytknął butelkę do jej warg i przechylił ostrożnie pozwalając by płyn zwilżył jej usta, a potem gardło. Po kilku łapczywych łykach, odsuną na moment butelkę.
- Spokojnie, złap powietrze bo się zakrztusisz.
I znów pozwolił jej pić. Patrzyła na niego podejrzliwie znad butelki, śledząc dokładnie wyraz twarzy i ruchy, jak by podejrzewała podstęp i bała się w każdej chwili ataku z jego strony.
- Teraz cię puszczę, nie zrobię ci krzywdy, nie rzucaj się na mnie, weź butelkę i sama pij – Sebastian znów starał się mówić jak najłagodniej.
Pomogło, kiedy rozluźnił ramiona tym razem nie rzuciła się, lecz wzięła z wahaniem podaną wodę i zaczęła łapczywie pić nie spuszczając go jednak z oczu. Ostrożnie i czujnie odsunęła się odrobinę i usiadła podkulonymi dogami. Była cały czas w zasięgu jego rąk, jednak w czujnej pozycji w razie czego gotowa do ucieczki, ale siedziała spokojnie.
- I jak lepiej? – rzucił
- Nie dotykaj mnie, pieprzony dupku, nienawidzę cię – cicho zawarczała, ale tak prawie łkając.
Sebastian uśmiechną się szeroko i popatrzył jej w oczy. Jakże piękne oczy, może i pełne strachu, jednak tak ogromne i przepastne, a na ich dnie kryła się wielka siła i odwaga zarazem. Wiedział, że musi ją przekonać, a nie pokonać, wiedział też, że pragnie jej, jak nic na świecie.
- No, teraz zdecydowanie lepiej, naprawdę nic ci nie zrobię, nie chcę ci nic zrobić – powiedział spokojnie – No chyba, że sama sobie coś zrobisz – dodał z lekką kpiną – rozbijając się o mnie.
Popatrzyła na niego z niedowierzaniem. Wyciągną rękę po pustą już butelkę, ona jednak gwałtownie wzdrygnęła się na ten ruch i cofnęła. Poczekał moment w bezruchu, po chwili dalej nie spuszczając go z oczu podała mu butelkę ostrożnie.
- Fajnie, pamiętasz mam na imię Sebastian, przypomnisz mi jak ty masz na imię, nie chcę o tobie myśleć, potargana dziewczynka – dodał i uśmiechną się
- Nie, N… Natalia – odpowiedziała niepewnie i przygładziła jednocześnie jakby odruchowo włosy.
Ten jej ruch wywołał u Sebastiana falę czułości.
- Nie jest tak źle – powiedział ze śmiechem, na co dziewczyna oblała się rumieńcem – Mam na myśli, że może się dogadamy– dodał.
Odpowiedziało mu pytające spojrzenie dziewczyny.
- Nic ci nie zrobię, nie jestem taki zły, to znaczy może jestem – sprostował – Ale nie dla ciebie, chcę, abyś mi uwierzyła – dodał żarliwie – Znalazłaś się tu przez przypadek i postaram się abyś bezpiecznie wróciła do domu, ok., spróbuj choć trochę mi zaufać.
- Ale jak…, nie wiem…
- Wiesz, popatrz mi w oczy, mówię prawdę – powiedział delikatnie i przysuną się ostrożnie w jej stronę. Tym razem nie odsunęła się, a w jej oczach pojawiła się nowa nuta.
- Naprawdę mnie wypuścisz – spytała powoli
- Tak, wierz mi, musimy załatwić co mamy do załatwienia i ciebie to nie dotyczy, potem będziesz wolna, tylko nie wolno ci zrobić sobie krzywdy do tego czasu – dodał
- A potem już wolno mi – tym razem uśmiechnęła się po raz pierwszy, ten uśmiech był naprawdę prześliczny, jeszcze niepewny i niezdecydowany, ale Sebastian już wiedział, że chciał aby uśmiechała się zawsze.


- Nie, nigdy nie wolno ci robić sobie krzywdy, a jak nie będziesz grzeczna to będę musiał cię pilnować i bronić przed tobą też – powiedział z kpina w głosie
Coś w tych jego słowach, a może w ich tonie, a może w wyrazie jego oczu spowodowało, że Natalia poczuła się naprawdę bezpiecznie i uśmiechnęła się. Czuła absurdalność całej sytuacji, to był porywacz, prawdopodobnie terrorysta, a ona czuła się przy nim bezpiecznie i miała tak naprawdę ochotę przytulić się do niego.
- Dlaczego… - nie wiedziała jak to powiedzieć i jak zapytać
- Nie wiem, ale wiem, że nie zniósłbym aby ci się coś stało, zwłaszcza przeze mnie, już wtedy mówiłem ci, że chcę się tobą opiekować – Sebastian zawahał się i dodał z uczuciem – Chyba…, tyle miesięcy z tym walczyłem, przyglądałem Ci się z daleka, wiem, że to irracjonalne i wiem, że się mnie boisz, ale bardzo chcę byś się mnie nie bała, ale pewnie nie mogłabyś, to nie szkodzi…– teraz dodał to z tak głębokim żalem, aż zabolało ją serce.
- Skąd wiesz, że nie mogłabym? – Natalia spytała obronnie
- Bo … nawet nie masz pojęcia kim jestem, jestem zły, jestem potworem
- Może, ale mnie nie skrzywdzisz, nie chcesz, bo ja ci kiedyś pomogłam, też myślałam o tobie – dodała i przysunęła się teraz trochę bliżej do niego.


Stali teraz na czworaka w kołyszącej furgonetce, zaledwie o parę centymetrów od siebie zapatrzeni w swoje oczy, zapomniawszy o otaczającym świecie. Sebastian lekko uniósł się i podniósł rękę, nie oddalając się od twarzy Natalia ani o centymetr i delikatnie dotkną jej policzka. Nie uciekła i nie cofnęła się, nie chciała.
Pragnę Cię”- nie chciał przesyłać jej myśli, ale nie mógł się powstrzymać. Wyobraził sobie jak całuje ją namiętnie jak ich ciała łączą się i stanowią jedność. Stłumił to wyobrażenie cała siłą woli.
Teraz drugą dłonią niepewnie dotkną jej twarzy i ostrożnie przysuną do siebie poddawała się temu i objęła go najpierw z wahaniem i delikatnie a potem mocno za szyję.
Pochylił się nad nią i musną jej wargi, nie protestowała wręcz przeciwnie, rozchyliła je w nadziei na więcej i wtuliła się w nie żarliwie. Całował ją namiętnie i zapamiętale, aż w jego głowie odezwał się alarmujący sygnał, że musi przestać, że nie może tak dalej bo może zrobić jej krzywdę.
Odsuną ją delikatnie, pocałował w czoło i przytulił do piersi, czując jej przyśpieszony oddech i szybkie bicie jej serca, wiedział, że to nie ze strachu i czuł ogarniającą go rozkosz.
Pragnę całym sobą”- nie mógł powstrzymać tych myśli
Całował ją po twarzy i szyi, jednocześnie gładząc włosy i plecy. Kładąc się na podłodze furgonetki pociągnął ją za sobą i tak się przekręcił, że leżała teraz na nim. Odsunęła się nieco, przyglądając mu się z figlarnym uśmieszkiem położyła mu ręce na barkach i powiedziała uśmiechając się:
- No, teraz jesteś w mojej mocy i ty nie możesz uciec, a ja mogę zrobić co chcę
- Ach, Natalia, Natalia boję się ciebie – zawołał z kpiącym śmiechem
- Jakoś nie wyglądasz, a lepiej żebyś się bał –przesunęła swoje dłonie na jego szyję – Zaraz cię uduszę i ucieknę – dodała
- Na to nie pozwolę, udusić mnie możesz, jak chcesz, ale nie uciekniesz – i dodał kpiąco – Bo mi serce pęknie
- No akurat, wcale ci nie wierzę, zabawiasz się, by ci się nie nudziło, a potem….
- Tak, oczywiście, uwielbiam poskramiać takie małe złe zwierzaczki jak ty - roześmiał się przekręcając tak, że teraz ona leżała na podłodze i  dodał kpiąco – Mam już ich całą kolekcję, rozszyfrowałaś mnie. - „Jesteś moim zwierzaczkiem”
- No nie, zwierzaczku, jak cię zaraz pogryzę to wszystkie zwierzaczki pójdą ci w pięty – pogroziła, ale nie przestając się śmiać
- Jasne, jasne, tylko nie wiem, czy zauważyłaś kto teraz jest na górze i kto może cię pogryźć – i pochylił się nad jej szyją, udając atak, pocałował ją ze śmiechem mrucząc – Ach, Natalia, Natalia sam nie wiem czy mam cię zabić, czy pocałować.
- No i….
- Na razie… wolę pocałować – zamruczał czule i znów namiętnie zaczął ją całować.


Leżeli tak jeszcze przez ponad godzinę kołysani bujaniem furgonetki na nierównej drodze, dotykając się i rozmawiając cicho o sobie, to znaczy głównie o Natalii, Sebastian chciał wiedzieć, co lubi, co myśli, czego pragnie.
Zadawał mnóstwo pytań, a Natalia odpowiadała, o miłości do koni, o zwierzętach, o spacerach po lesie, trochę o samotności i niezrozumieniu ludzi. Opowiedziała też, że ma brata bliźniaka, który jedyny ją rozumiał i znał ja naprawdę.
Po raz pierwszy Sebastian spotkał kogoś, z czyjego umysłu nie był w stanie wychwycić czy mówi prawdę, czy nie i to jeszcze bardziej go fascynowało i urzekało. Po raz pierwszy czuł się wolny i bardzo szczęśliwy, był wolny od swojego daru i przekleństwa.
W pewnym momencie furgonetka zaczęła wyraźnie zwalniać, po czym wykręciła i zatrzymała się.
- No to jesteśmy na razie na miejscu, potem ruszymy dalej ale już inaczej – powiedział podnosząc się – Muszę teraz pozałatwiać różne sprawy, nie bój się tu jesteś bezpieczna
- Nie idź – poprosiła
- Nie mogę muszę posprawdzać to i owo, zadzwonić i polecieć po paliwo. Ale niedługo wrócę, najdalej za godzinkę
- Boję się, a on… – spojrzała na leżące w rogu ciało
- Będzie jeszcze spał przez dobę, jak by go niebyło
- E….nie chcę…
- No co ty, zaraz dostaniesz jeść, a potem prześpij się trochę, to jak przyjdę znów sobie pogadamy – powiedział Sebastian śmiejąc się.
- Dobra, ok.


Wychodząc znów się uśmiechną uspokajająco i puścił do Natalii oko.



Prześlij komentarz