Rozdział XI





Poranek obudził Aleksandra bębnieniem deszczu o szyby. W szarej chłodnej rzeczywistości dnia wydarzenia poprzedniego wieczora wydałyby się mu wspomnieniem niezwykłego snu, gdyby nie to, iż nie obudził się sam. Kiedy otworzył zaspane oczy napotkał oszałamiający uśmiech Luny
- No jak, wyspałeś się już, jeszcze wcześnie– spytała prawie szeptem, miękkim ujmującym głosem, który działał na Aleksandra jak afrodyzjak
- Która godzina – odparł, sprawdzając dotykiem czy naprawdę Luna tu jest, czy przypadkiem dalej może śni.
Jednak była całkiem realna, leżała obok na kołdrze ubrana w jego szarą bluzę i dalej uśmiechała się łagodnie.
- Za pięć szósta, możesz jeszcze pospać – zamruczała cicho i usypiająco do Aleksandra, gładząc go po policzku.
Ale deszcz walił zbyt niemiłosiernie
- Nie – siadł prosto odrzucając kołdrę daleko, wybudzony i pozbawiony resztek snu wspomnieniem wczorajszej obietnicy. - Miałeś mi wszystko powiedzieć
Za oknem w oddali zagrzmiało, a deszcz i wiatr przybrał na sile, zapowiadała się pierwsza letnia burza.
- Dobrze, ale może wejdź pod kołdrę bo zmarzniesz.
Wsunęła się ostrożnie pod przykrycie obok, a Aleksander podniósł się i otulił ją czule. Pozostał siedząc na brzegu, a Luna zaczęła z wahaniem.
- To nie takie proste, nie wiem od czego zacząć i jak to powiedzieć – zamilkła na chwilę, po czym dodała – wątpię czy po tym, co ci powiem będziesz mnie chciał jeszcze widzieć, i nie powinieneś, dla własnego dobra, ale to chyba jedyne wyjście. Choć miło było Cię poznać…
Znów przerwała i zamyśliła się na chwilę. Za oknem znowu zagrzmiało tym razem głośniej.
- Co za atmosfera do opowieści grozy –Luna zaśmiała się nieco smutno – Nie chciałeś, od początku, wiedzieć kim jestem, ale zauważyłaś, że czasem zachowuje się trochę inaczej niż większość ludzi i jestem też trochę inna, prawda.
- Tak, ale ja też raczej odbiegam od normy, nie przeszkadza mi to
- Tylko, że ty jesteś jaki jesteś, może trochę dziwny, ale miły i dobry… Natomiast a ja strasznie staram się aby wyglądać jak najnormalniej, ale nie jestem dobra, miła i normalna, jestem groźna... – Luna zaśmiała się ponuro. – Widzisz, nie do końca jestem zwykłym człowiekiem
- Chyba się domyślałem, ale jesz, śpisz, oddychasz normalnie
- No, niezupełnie, po pierwsze mogę, ale w zasadzie nie muszę spać dowolnie długo, mogę też nie oddychać dość długo, a wszystkie zmysły mam dużo bardziej wyostrzone niż inni ludzie, np. mogę powiedzieć ci dokładnie co masz w szafkach w kuchni, a tak przy okazji ten sernik, grozi już śmiercią, raczej go wyrzuć. – zaśmiał się w odpowiedzi, więc ciągnęła dalej – Mogę też być bardzo szybka – W tym momencie tak szybko, iż nie zauważył jak znalazła się po przeciwnej stronie pokoju i stojąc koło pułki z książkami wzięła leżący tam kamień, który służył Aleksandrowi za przycisk do papieru – I silna… – dodała, zgniotła kamień w dłoni i wysypała okruchy na kołdrę.
Luna popatrzyła na Aleksandra spode łba z niemym pytaniem.
- No i … - Aleksander zdziwił się
- Nie robi to na tobie wrażenia – teraz to Luna się zdziwiła
- No, jasne że robi, ale nie zmienia to tego kim jesteś,
- A nie boisz się mnie, mogę cię zmusić do wszystkiego
- Pewnie gdybyś nie była aż tak silna i szybka też byś mogła, jak byś chciała – roześmiał się – A chcesz? – spytał.
- Nie, nie mogłabym, ale mogłabym cię skrzywdzić przypadkiem, mimo tego jak bardzo mi na tobie zależy. Jestem groźna i niebezpieczne jest wszystko wokół mnie…
Burza powoli nabierała mocy błyskało coraz silniej i częściej, a grzmoty stawały się donośniejsze. Luna przysiadła z powrotem na brzegu łóżka.
- A, to nie wszystko, jestem stara, starsza niż możesz przypuszczać – ciągnęła dalej ponuro odwrócona do okna.
- Mogłem się tego się domyślać, skoro rany ci się same błyskawicznie goją pewnie jesteś niezniszczalna i nieśmiertelna, jak… herosi, bohaterowie komiksów, wampiry, wilkołaki itp. istoty z legend… Kosmici… – Aleksander ostrożnie przysunął się w kierunku Luny.
- No właśnie jestem połączeniem tych wszystkich podań i legend – powiedziała smutno odwracając się do Aleksandra
- To znaczy jesteś, herosem, czy kosmitą
- No, raczej nie, coś bardziej ….
- Hmm, więc jesteś wampirem, wdałem się w romans z wampirem jak w „Zmierzchu”, ale nie jesteś, zimna i twarda jak marmur, zresztą to ja powinienem być seksownym wampirem z nienaganną fryzurą, a ty słodką dziewczyną… - zażartował
- No, akurat, są pewne granice – zaśmiała się – My, tacy jak ja jesteśmy potomkami Neurów, najczęściej nazywamy siebie Wędrowcami Cienia, ponieważ żyjemy długo i często przemieszczamy się, by nie wzbudzać podejrzeń, rozumiesz, podróżujemy i żyjemy w cieniu. Dawniej ludzie żyli krócej, nie przemieszczali się zbyt często na duże odległości, bo to wymagało czasu i wysiłku, dla nas to nie było tak kosztowne i trudne. Z drugiej strony zawsze dbaliśmy o to by w jednym miejscu nie pokazywać się za życia pokolenia, które nas znało. teraz to się trochę zmieniło – zaśmiała się – Świat się zmniejszył, a ludzie wymyślili fotografię i film, to trochę nam uprzykrza życie ale potrafimy też zmieniać wygląd – znów się zaśmiała i popatrzyła na Aleksandra ciągnąc dalej.
- Czasem nazywamy też siebie Strażnikami Cienia lub Dziećmi Księżyca, to też z legend, no wiesz, blada, zimna skóra odbijająca blask księżyca, szare, srebrne oczy, a do tego w pewnym sensie pilnujemy lub może bardziej sprawujemy kontrolę zarówno nas ludźmi jak i całą ziemią. Taką naszą rolę sprawujemy od dawna w zasadzie od zawsze, nie wiem dlaczego ani kto to wymyślił. Może to dlatego, że nasza rasa jest starsza niż ludzie i jak starsze rodzeństwo powinniśmy się wami opiekować, a może nie, może to kiedyś wymyślił jeden z nas ogarnięty mitomanią – zaśmiała się ponownie smutno, patrząc na Aleksandra i opowiadała dalej
- Nie lubimy generalnie słońca, choć oczywiście nas nie spala i nie świecimy – dodała – Raczej dużo słońca dla niektórych może powodować coś w rodzaju fotoalergii, im ktoś starszy tym gorzej – znów zaśmiała się. – To, jedno ze źródeł mitów i strasznych opowieści od niepamiętnych czasów. Neurowie, jako rasa są podzieleni na nas Strażników i Magów, żyli zawsze w odosobnieniu i nie mają z ludźmi do czynienia. My żyjemy wśród ludzi od zawsze, prawdopodobnie, nasza ewolucja poszła w nieco innym kierunku. W zasadzie to, nasze DNA różni się od ludzkiego o tylko mniej niż 0,5%, a może aż… ta różnica prawdopodobnie spowodowała inne przystosowania i inny nieco rozwój mózgu.
- Mam wrażenie, że mówisz jak moja siostra, ja poproszę wersję light, no może pop – przerwał jej Aleksander.
- To, można powiedzieć, że chyba najbardziej jesteśmy nieśmiertelnymi lub może rzeczywiście wampirami, bo krew jest nam niezbędna do funkcjonowania zwłaszcza umysłu i przez to do życia, daje nam siłę, czyli coś w rodzaju mocy życia. Możemy długo się bez niej obyć, choć wtedy tracimy nasze zdolności i słabniemy. Tak naprawdę im ktoś starszy i silniejszy to bardziej jest od swojej mocy uzależniony. To silniejsze niż można sobie wyobrazić, człowiek z braku pożywienia umiera, my nie możemy tak łatwo umrzeć, ale możemy wpaść w szaleństwo i tracimy kontrolę, wtedy krew się zawsze znajdzie – teraz jej głos zabrzmiał na tyle groźnie, zwłaszcza w połączeniu z odgłosami nasilającej się burzy i przeszywającymi smugami błyskawic, że przeszedł Aleksandra dreszcz
Jednak czasem polowanie i picie krwi to,  przede wszystkim przyjemność, można też powiedzieć, bardzo silna pierwotna potrzeba. Oczywiście jak sam zauważyłeś jemy również „normalne” jedzenie i to raczej dużo, co oczywiście również robimy zarówno z potrzeby jak i dla przyjemności np. zimno lodów, ostre aromatyczne przyprawy drażnią przyjemnie nasze zmysły. Możemy jednak długo tez obejść się bez zwykłego jedzenia, jeśli jest taka konieczność. Jedzenie podobnie jak ludziom pozwala normalnie żyć. Preferujemy jednak białko…, no może być mięso, zwłaszcza świeże surowe…, czasem cukry proste. Jednak nie tyjemy nawet jak jemy bardzo dużo łatwo przetwarzamy jedzenie na energię. To kwestia różnicy enzymów i braku bakterii w przewodzie pokarmowym, no i w ogóle…, a nasza krew jest zabójcza dla drobnoustrojów.
- Dlatego, jesteście nieśmiertelni
- Dlatego nie chorujemy, nie starzejemy się, rany goją nam się błyskawicznie, ale nie jesteśmy nieśmiertelni, trudniej nas zabić i możemy żyć długo – zaśmiała się – Dodatkowo, krew i specyficzne dieta daje moc, której możemy używać do leczenia i zmieniania się. Tak więc wszystko ma swoje wady i zalety, krew i surowe mięso dla niektórych jest obrzydliwe, dla mnie atrakcyjne, jak diabli…
- O, tu akurat to mnie nie zadziwisz, ja uwielbiam prawie surowe steki… na słodko z miodem lub dżemem, a jak nie to i tak mięso słodzę, doprowadzam tym wszystkich do mdłości, a w żadnej książce kucharskiej nie ma takich przepisów – pożalił się ze śmiechem – Ale widzisz, będziesz mogła gotować mi moje ulubione dania - zażartował.
Uśmiechnął się szeroko z widoczną satysfakcją.
- Jesteś niesamowity –Luna popatrzyła na niego prawie z przerażeniem – Nic cię nie ruszy, co.
- Mym, w końcu jestem w tobie zakochany
- Akceptujesz moje specyficzne preferencje i nie pytasz czy zabijam ludzi – Luna spojrzała Aleksandrowi w prosto w oczy. – Czy zabijamy ludzi np. dla krwi? – sprostowała, ale nie czekając na odpowiedź, kontynuowała.
Więc wyjaśnię, żeby nie było niedomówień… nie zabijam… ludzi, ani zwierząt, generalnie, w zasadzie nigdy nie zabijamy to nieekonomiczne. Nie mamy zdolności produkowania odpowiedniej ilości hemoglobiny, czyli głównego składnika krwi, żywi ludzie i zwierzęta mają i na dodatek łatwo się regenerują. Poluję, owszem, czasem na zwierzęta, dla przyjemności. Jednak raczej nie zabijam, chyba, że muszę, by jeść lub się bronić, to przecież oczywiste, bo mogę zabijać bez trudu… – dodała zniecierpliwiona.
- To jak…
- Krwi potrzeba nam na raz bardzo niewiele w stosunku do tego ile ma jej każda żywa istota. Taka ilość krwi, która jest nam potrzebna, nikomu nie szkodzi i dla organizmu taka strata jest niezauważalna. Poza tym żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku – zaśmiała się – medycyna od średniowiecza mocno poszła na przód, wymyślono transfuzję, w ten sposób krwi potrzeba nam jeszcze mniej, bo lepiej jest ona wykorzystywana, a uzyskujemy ją raczej w szpitalach lub od ludzi którzy sami tego chcą. To wiąże się z naszymi umiejętnościami, większość ludzi mogę przekonać do czego zechce, a wtedy dawanie nam krwi sprawia im dużą przyjemność. Zresztą zawsze tak było, każdy z nas ma zdolność wpływania na pamięć krótkoterminową i manipulowania nią.
- To jak z komputerem, wykonujemy operacje na pamięci operacyjnej, ale nie zapisujemy na dysku – spytał Aleksander
- Tak, dokładnie, mogę zaprosić koleżankę na plotki, i przy herbatce napić się jej krwi, lub zrobić z nią co zechce…, a ona tego i tak nie zapamięta – zaśmiała się Luna
- Ale zostają ślady?
- Nie, nasza ślina ma właściwości regeneracyjne na tyle silne, że jeśli cię skaleczę i poliże to nie będzie śladu, może chcesz spróbować – spytała przekornie
- Może nie…
- Oczywiście czasem urządzamy polowania…, na zwierzęta, nie na ludzi – dodała, widząc jak jego oczy trochę rozszerzają się - Zwłaszcza tam gdzie dzikie zwierzęta żyją w zbyt dużej ilości, lub zagrażają ludziom. To, jak już mówiłam, pierwotna niezwykle silna potrzeba, bo widzisz, zapach krwi jest dla niektórych z nas trochę jak narkotyk, przy naszych niezwykle silnych zmysłach potrafimy wyczuć go z niezwykłą siłą nawet z wielu kilometrów.
- To dlatego tak zareagowałaś wczoraj w stajni?
- Tak, ale nie tylko, ten zapach podziałał nie tylko na mnie i też musiałam powstrzymać… nieproszonych gości, bałam się przede wszystkim o ciebie, naprawdę, chcę cię chronić – uśmiechnęła się przepraszająco – Widzisz, każdy z nas ma też takie, inne dodatkowe zdolności np. potrafimy się zmieniać w zwierzęta i porozumiewać w myślach. - przerwała i popatrzyła na Aleksandra przeciągle, a kolejne błyskawice odbijały się w jej oczach – Stąd wilkołaki itp.
- Ty też to potrafisz – spytał
- Pytasz czy potrafię zamieniać się w wilka lub inne zwierzę – zaśmiała się – Czy może o to czy jestem wilkołakiem i zjem Cię przy pełni księżyca?
- No…
- Nie, nie zmieniam się w zwierzęta, nie lubię – i znów roześmiała się – Bez obaw wilkołakiem też nie jestem, to bzdura, ale martwi mnie to, że tamci mogli się zmieniać i robili to i to nie dla przyjemności biegania po lesie….
- Ilu ich było – spytał, siadając prosto, tym razem jednak czując narastający strach
- Dwóch tylko, ale obaj zmiennokształtni w postaci niedźwiedzi
- Zabiłaś ich – teraz głosie Aleksandra nie dało się ukryć paniki
- Nie, aż tak groźni nie byli, tylko ich przegoniłam, a potem wymazałam wspomnienie z pamięci, więc tu nie wrócą – skłamała pewnie i uspokajająco.
Jednak wyobrażenie sobie drobnej, delikatnej jak płatek śniegu bladej Luny walczącej z dwoma niedźwiedziami i wspomnienie rany na jej boku, spowodowało, że Aleksander zaczął drżeć na całym ciele, a napływająca fala strachu spowodowała prawie mdłości. Co by było gdyby jednak rozszarpały ją na strzępy, ryzykowała dla niego.
- Mogli cię zabić, rozszarpać – w jego głosie słychać było przerażenie
- Nie, zresztą moi bracia byli w pobliżu – wyjaśniła – Naprawdę potrafię radzić sobie, jeden z nich mnie uderzył, bo byłam nieco rozkojarzona – zaśmiała się
- Przeze mnie – spytał domyślnie Aleksander
- W pewnym sensie, bo nie przestaje o tobie myśleć – Luna zaśmiała się – To trochę zaburza kontrolę umysłu, ale tylko troszkę – dodała
To wyjaśnienie nie uspokoiło go za bardzo, jednak Luna przysunęła się ostrożnie wtulając się w pierś Aleksandra i starając się oddychać spokojnie, dając mu tym do zrozumienia, że naprawdę nie przejmowała się tym. Uspokoił się i pozwolił jej kontynuować.
- Obecnie – ciągnęła dalej Luna – Jest nas niewielu, jesteśmy starzy i dużo wiemy, większość zajmuje się pracą naukową, badaniami inni po prostu żyją wśród ludzi niezauważeni. Wiesz, potrafimy się zmieniać – zawahała się – Możemy wyglądać starzej, jeśli to potrzebne, lub zmieniać kolor włosów, to przydaje się by zachować tajemnicę, taki kamuflaż – zaśmiała się - Chociaż są też i tacy co są źli, bardzo starzy i bardzo źli. – zamyśliła się na moment
Rozumiesz chyba, że ludzkie słabości, obsesje, szaleństwa i potrzeba władzy nie są nam obce, a to z siłą i długowiecznością daje dość nieprzyjemną mieszankę – przerwała na moment -Dawniej większość z nas często była bardzo agresywna i pozbawiona kontroli, tacy walczyli ze sobą atakowali ludzi, stąd te legendy. Tacy w większości wyginęli już dawno temu, przeważnie wybili się nawzajem, ale pozostali też i szaleńcy opętani poczuciem władzy, na szczęście niewielu i raczej trzymają się bardziej świata przestępczego – i dodała z lekkim śmiechem – No i czasem polityki.
Przerwała na chwilę i zamyśliła się, marszcząc czoło, jak by chciała sobie coś przypomnieć, a może poskładać coś za sobą.
- No, a co z tworzeniem nowych wampirów i ze zmienianiem ludzi w wampiry i w wilkołaki – spytał Aleksander
- To, nie takie proste, to też mit. Tak naprawdę jesteśmy taką ślepą uliczką ewolucji jak muły, nie rozmnażamy się – dodała z uśmiechem
- No, muły to raczej same w przyrodzie nie występują – odparł Aleksander
- No, tak, może my też nie, ale może to, trochę jak rośliny, które zatraciły możliwość generatywnego rozmnażania i rozmnażają się tylko wegetatywnie, jednak to też nie takie proste, ani muły, ani rośliny nie są nieśmiertelne, ewolucja musi się bronić. Ciężko stworzyć kogoś takiego jak my. Teoretycznie można podać człowiekowi naszą krew i wtedy czasem zmienić go w istotę taką jak my, lub dać mu zdrowie i długie życie, ale nie każdemu. Tylko ludzie posiadający specyficzny gen mogą się zmienić, dla innych nasza krew jest zabójcza, a takich ludzi w populacji jest może mniej niż jeden procent. To olbrzymie ryzyko. Dawniej wielu z nas próbowało na różne sposoby zmieniać ludzi, czasem z egoizmu, a czasem dla ratowania komuś życia. Stąd te legendy o zmianach i ugryzieniach. Właśnie tym większość naszych badaczy się zajmuje.
Przerwała, burza za oknem nasiliła się, było prawie ciemno, a błyski i pioruny zlewały się w jedno, wiatr i deszcz szaleńczo waliły w szybę. Luna otuliła się mocniej kołdrą i przysunęła jeszcze bliżej Aleksandra. Popatrzył na nią zdziwiony, objął ją ramieniem i przytulił.
- Co jeszcze chciałbyś wiedzieć – spytała
- A ty czym się zajmujesz, oprócz chodzenia do szkoły?
- Moja rodzina zajmuje się pilnowaniem porządku, można powiedzieć, jesteśmy niczym kontrolerzy strażnicy może raczej audytorzy – zaśmiała się
- Czego pilnujcie?
- Bezpieczeństwa, zarówno naszego jak i ludzi mimo wszystko wśród nas zdarzają się cały czas tacy, co albo tracą kontrolę, albo chcą kontrolować zbyt dużo.
- Jak to?
- Mówiłam ci, że mamy dodatkowe uzdolnienia, niektóre są niebezpieczne zwłaszcza dla ludzi, my potrafimy się przed nimi bronić, ludzie nie.
- A ty co jeszcze potrafisz? – spytał ciekawie patrząc na Lunę
- Wpływam na myśli ludzi i nie tylko, potrafię też nieźle modyfikować pamięć.
- Na te niedźwiedzie też
- Tak – uśmiechnęła się – Dlatego nie musisz się tak o mnie martwić - dodała
- Na moje też potrafisz wpływać – zapytał szybko
- Nie, na twoje nie, to pierwszy raz, nigdy nie spotkałam kogoś kto, nie poddaje się moim „sugestiom”, ani tacy jak my, ani tym bardziej ludzie. Tylko ty, no i twoja siostra, zadziwiające – zaśmiała się, - Niektórzy z nas potrafią blokować wpływ innych ale tylko na chwilę, ale ludzie nigdy, a ty kompletnie mnie olewasz – roześmiała się – To naprawdę fascynujące, choć w pierwszym momencie jak się zorientowałam, to było bardzo frustrujące.
- A co…
- Po naszym pierwszym spotkaniu, nie powinieneś nic pamiętać – uśmiechnęła się – Nie mogłam się powstrzymać jednak, aby nie podjechać do ciebie w lesie i przeżyłam prawdziwy szok jak okazało się, że mnie pamiętasz. Ojciec wściekłby się, jak by się dowiedział, teraz też łamię wszystkie zasady.
- Jestem twoją tajemnicą – Aleksander zaśmiał się
- No prawie, tylko Sebastian i Oliwia znają prawdę, Sebastian ma taką właśnie zdolność, zna prawdę, jego nie można okłamywać, ani mieć tajemnic, a Oliwia czyta w myślach nawet z dowolną blokadą i wbrew woli, wszystkim i czasem wie różne rzeczy, mam podejrzenia, że chyba tak trochę jest czarownicą – zaśmiała się.
- A twój ojciec?
- Nie jest moim rodzonym ojcem, ale moim stwórcą lub może czym w takim rodzaju, nie wiem jak to dokładniej nazwać. Oliwii i innych też. Główną naszą zasadą jest posłuszeństwo wobec stwórcy, ale Gajusz nie wykorzystuje tego, jest jak… - zawahała się - Jak ojciec i tak też nas traktuje, a my jego. Gajusz potrafi poruszać przedmiotami i ludźmi też, oraz blokować wszystkie znane mi zdolności – mówiła to z wyczuwalną wyjątkową fascynacją i uczuciem - I do tego jest bardzo stary.
- Jak bardzo?
- Jest starszy niż Rzym, może stamtąd też pochodzi, kiedyś był gladiatorem.
- A ty ile masz lat?
- Osiemnaście, kobiety nie pyta się o wiek, to nieprzyzwoite – odpowiedziała ze śmiechem i udawaną odrazą
- A jak długo…, mogę zapytać
- Naprawdę chcesz wiedzieć?
- Tak
- Dwieście sześćdziesiąt osiem lat
- A jak stałaś się… taka?
- Widzisz, Gajusz znalazł mnie jako umierające niemowlę, w tamtych czasach dzieci często umierały, było mu mnie szkoda i w zasadzie i tak bym nie przeżyła, więc mnie nakarmił swoją krwią, okazało się, że przeżyłam. Tylko widzisz zarażone dzieci nie zmieniają się od razu, tylko dopiero jak dojrzeją i staną się dorosłe, zresztą u dorosłych też to różnie trwa czasem dni, a czasem lata. Gajusz nie opiekował się mną, jak zorientował się że przeżyję (umiera się od razu) oddał mnie pewnej rodzinie na wychowanie i tylko dał mi imię od księżyca, może raczej bogini księżyca. – powiedziała to z ogromnym żarem i czułością. - Przyjechał po mnie dopiero jak dorosłam, wyjaśnić mi kim jestem. Wtedy go pokochałam i zostałam z nim.
Zamilkła na chwilę, burza powoli dawała za wygraną, deszcz jeszcze bębnił o szybę ale już spokojniej, a błyski były coraz rzadsze. Luna wtuliła się w Aleksandra, który objął ją starając się by nie wyczuła jego drżenia i by było to jak najbardziej czułe. Delikatnie pogłaskał jej włosy i policzek, a potem szyję. Odwróciła twarz w jego stronę i spojrzała w mu oczy ze spokojnym zaufaniem, ale zobaczył w nich coś jeszcze….
Poddał się chwili i pochylił się nad nią delikatnie całując jej wargi. Luna oddała pocałunek obejmując Aleksandra i napierając na niego całym swoim ciałem jeszcze silniej. Na moment zapomniał o wszystkim, pragnąc aby ta chwila trwała wiecznie. Pragną jej, a jego pożądanie rozsadzało go wręcz od środka i wręcz przyćmiewało zmysły. Czuł od niej to samo pragnienie, jej ciało odpowiadało na jego. Jednak, po chwili Luna sprawiając wrażenie jakby wyrywała się z własnego szaleństwa, oderwała się od jego ust, a Aleksander zapytał cicho:
- A jak z… całowaniem, mówiłaś…, czy ja teraz ryzykuje życiem
- Nie, całowanie nie jest niebezpieczne, nie myślisz chyba, że narażałabym cię – mruknęła z oburzeniem. - Choć… – dodała - ze mną ryzykujesz w każdej chwili, jak się zapomnę w całowaniu to cię rozgniotę i zagryzę, nawet jak nie to bycie ze mną zrobi ci krzywdę… Nie potrafię kochać tak jak ludzie… Coś więcej między nami to szaleństwo… Wiele w życiu przeszłam, a ty jesteś…
- Niedoświadczony? No i co z tego…
- Nic, po prostu, jak będąc ze mną zmierzysz się z moimi demonami, no przeszłości...?
- Nie ma znaczenia twoja przeszłość, ani kim byłaś, co robiłaś… Jesteśmy tu i teraz… razem…
- Tak, razem… - Luna zamyśliła się na moment. – Jesteś tego pewien, zdajesz sobie sprawę, że byłam z wieloma facetami, w bardzo różny sposób…, że nigdy na długo się z nikim nie potrafiłam związać. Jeśli masz nadzieję, że z Tobą będzie inaczej… To nie potrafię ci tego zagwarantować. Nie potrafię obiecać Ci, że będę z Tobą, że nie zostawię Cię nagle… Po prostu, że będę ci wierna…
- Wiem…, nie to żeby mi to nie przeszkadzało, ale rozumiem… Ale ja jestem dla Ciebie chwilą, moje życie jest krótkie, przy twoim to tylko mgnienie. Dla mnie to wieczność i każda chwila jest jedyną i niepowtarzalną, nie chce jej stracić…


Myśli w głowie Luny kłębiły się jak szalone, jednak dotyk gorących aksamitnych warg Aleksandra i dotyk jego dłoni na jej ciele, sprawił, że rozwiewały się niczym burzowe chmury przeganiane przez wiatr.
- Nieważne ilu miałaś facetów, przecież to… oczywiste…
- Tak, w pewnym sensie dla nas sex jest trochę czym innym niż dla ludzi, nie mamy tabu wierności i stałości… W długim życiu tak by się nie dało, choć z rodziną to trochę co innego…
- Z rodziną? Mężem…?
- Nie – zaśmiała się – Takie związki to tylko ludzki zwyczaj. Chodzi o moją rodzinę, tą z którą mieszkam… Gajusza…
- Czyli… jesteś z Gajuszem, to w zasadzie bardziej twój facet, niż ojciec – spytał powoli z wahaniem Aleksander
- Jestem z nim, a w zasadzie byłam, ale chyba to nie takie proste, to jednak bardziej przyjaciel, no, może przywódca stada. – odparła zastanawiając się jak dobrać słowa – To trochę inaczej wygląda z perspektywy lat. Ludzie zmieniają się z pokolenia na pokolenie, każde kwestionuję wartości poprzedniego wprowadzając zmiany, my zmieniamy się inaczej inne też mamy standardy i zależności między nami, to kwestia wieku…
- A ty dla niego kim jesteś
- Nie wiem, nie zastanawiałam się nad tym do tej pory, taki układ zawsze był dobry…, już bardzo długo – i dodała chcąc postawić sprawę jasno, ale nie była pewna czy Aleksander naprawdę to zrozumie, nie oceniał jej, ale czy potrafi nie oceniać innych… – On ma też inne, ma swoje obsesje miał wielką miłość i odwieczne przyjaźnie i zależności. Ja jestem tego częścią, taka jak część niego samego. W pewnym sensie jestem od niego uzależniona, choć oczywiście jestem wolna i mogę robić co chce… ale ma też duże poczucie własności i troszczy się o mnie… I tak, pewno szlak go trafi.
- A z nami co będzie? – spytał Aleksander patrząc wnikliwie na Lunę, a ona czuła tą intensywność całym swoim ciałem.
- Nie wiem, to zależy od ciebie, możesz mnie zaakceptować taką jaka jestem. Wiesz, żyjąc przez prawie trzysta lat nie zawsze byłam grzeczną dziewczynką – zaśmiała się nieco ponuro – I nie byłam sama, miałam różnych facetów, ale ja chyba coś do ciebie czuję, nie wiem, chyba… W pewnym sensie… kocham cię… Nigdy nie kochałam nikogo, w taki sposób… Czuję… myślę, że… nie potrafię już chyba… nie wiem, żyć bez ciebie? To oczywiście głupie, bo umrzeć też nie mogę.
- Nie przeszkadza mi kim jesteś, ani jaka jesteś, kocham cię. Gajusza też zniosę, bo kochasz go i jest dla ciebie ważny, do niczego nie zamierzam cię zmuszać. Jesteś dla mnie wszystkim, chcę być z tobą na zawsze, choć dla ciebie będzie to tylko chwila. Akceptuje wszystko i na każdych warunkach. Zrozum w końcu, że po prostu Kocham cię – powiedział Aleksander przyciągając Lunę do siebie i zatapiając się w jej wargach.
- Tak – szepnęła Luna bez tchu i wtuliła się w jego usta swoimi chłodnymi wargami.
Luna czuła jak jej ciało samo poddało się jego namiętności. Nie była w stanie myśleć zastanawiać się, czy powinna, czy chce i jakie będą tego konsekwencje. Chciała całą wściekłą duszą, a właściwie ciałem, chciała.
Wcześniej już to czuła, ale teraz kiedy ją dotykał, a każdy milimetr jej ciała drżał z pożądania i oczekiwania, uświadamiała sobie jak bardzo jest spragniona jego dotyku, jak bardzo potrzebuje, jego miłości, niewinności i jego pożądania.
Była świadoma jego pragnienia w gorącym i namiętnym dotyku, pełnym pasji. A ta pasja udzielała się i jej, kiedy całował ją, tak namiętnie, czasem szaleńczo i mocno, jak by świat miał się skończyć za moment. Jej ciało odpowiadało na nie drapieżnym pożądaniem. Nic nie miało znaczenia. Zapomnieli o swoim wcześniejszym życiu, była tylko ta chwila tu i teraz. Poddali się pragnieniu i pożądaniu…

Czuła zmysłowy dotyk jego warg na szyi i piersiach, a rąk na pośladkach i udach. Ściągnęła mu podkoszulkę i pod palcami poczuła jego gorące ciało, rozpalone pożądaniem. Wargi Aleksandra odnalazły jej i zmysłowo wzięły je w posiadanie, a ona zacisnęła delikatnie zęby na jego dolnej wardze, spragniona natychmiastowego zaspokojenia. Na udach czuła jego dłonie, rozsuwające je delikatnie i pieszczące, zataczające namiętne kółka od wewnętrznej strony. Jego palce uciskały je zmysłowo, przesuwając dłonie wyżej, aż kciuki dotarły do granic jej kobiecości i nie przerywając swojego tańca rozpalały ją delikatnie i namiętnie…


Prześlij komentarz