Rozdział X





Luna biegła jak najszybciej poza teren stajni, po drodze tylko zabrała kurtkę z ogrodzenia ujeżdżalni i już była poza bramą. Nikt nie mógł jej zobaczyć, poza Aleksandrem. Za bramą w lesie stanęła i wreszcie mocno zaczerpnęła powietrza, było w nim tyle woni, ale krew na rękach nie pozwalała jej się skoncentrować. Szybkimi ruchami zlizała ją, z rak potem oblizała i wytarła twarz, na koniec wytarła się o mokre od rosy liście.
Teraz lepiej, tym razem jej zmysły zaczęły rozpoznawać bez problemu znajome zapachy zwierząt i lasu, ale też coś, nowego, zapach drapieżnika, z pewnością niedźwiedzia. Nie miała żadnych wątpliwości, że ten zapach nie należał jednak do prawdziwego niedźwiedzia, nie na tym terenie. Skoncentrowała myśl i postanowiła sprawdzić przybysza i nakłonić go do odejścia. Jednak jej myśl znów nie napotkała nic kompletnie nic, tylko jak by mgła, otaczająca ją kopułą. Braci też nie znalazła.
Ruszyła biegiem po drodze wyciągając telefon, może jeszcze ich złapie. Daniel odebrał błyskawicznie.
- Co jest gdzie jesteś, kompletnie cię nie czuje – zawołał zdenerwowany – Ale coś tu jest Sebastian wyczuł trop, dwóch niedźwiedzi przemienił się i poszedł za nimi.
- Ja też je czuję, gdzie jesteś
- Na skraju lasu, u wylotu drogi
- Poczekaj już prawie jestem – zawołała Luna
- Już cię czuje – rzucił i wyłączył się
Luna też go już wyczuła, szybko przesłała mu obraz tego co stało się w stajni i poszukała Sebastiana, chwilę później jemu również pokazała wypadek. Teraz byli blisko i niewidzialna bariera jakby otaczała ich, ale byli razem. Obaj bracia byli już przemienieni, jak dobiegła stały przed nią dwa olbrzymie zwierzęta.
Sebastian jak zwykle zamienił się w wielkiego tygrysa z długimi białymi błyszczącymi kłami, a Daniel w szarego ogromnego wilka. Ona sama pomimo niewielkiego wzrostu i drobnej budowy była równie sprawnym i groźnym wojownikiem, a dodatkowo miała zdolności kontrolowania umysłów, a dobrze wiedziała, iż jest to lepsza broń niż kły i pazury.
Ruszyli biegiem w trójkę tropiąc ślad przeciwników, Luna czuła jak leśne poszycie umyka z pod jej stóp, a olbrzymie stare drzewa oświetlone szarą resztką dziennego światła, spowijała mgła, niczym dym odległego pożaru, snujący się po ziemi. Biegła ledwie dotykając ziemi, podobnie jak jej towarzysze w postaci pięknych i dostojnych zwierząt, widziała jak pod skórą grają im potężne mięśnie, a poruszone podmuchem ich biegu liście poruszają się jak w zwolnionym tempie. Widziała każdy szczegół tego co dzieje się wokół niej, każdy drobiazg w mógł być istotny do wytropienia przeciwnika, ale wiedziała też, iż jej towarzysze widzą dodatkowo zwierzęcymi zmysłami jeszcze o wiele więcej. Podążała za nimi, w takiej postaci lepiej tropili, a ona cały czas koncentrowała się na umysłach drapieżników.
Powietrze w lesie było ciężkie, wilgotne i gęste, wiszące nisko chmury przyśpieszały nadejście zmierzchu, a z każdą chwilą było ciemniej. Las był nieprawdopodobnie cichy, jak by zduszone zostały nawet najmniejsze szmery, a wszystkie żywe stworzenia wstrzymały oddech z przerażenia. Biegli w całkowitej ciszy, bezszelestni zwinni i jednocześnie swobodni zjednoczeni ze sobą i otaczającym ich lasem. Ten las nie bał się ich, lecz czegoś gorszego, oni też to zaczęli wyczuwać. Strach, wszechogarniające uczucie, nie pochodziło od tropionych zwierząt ono tropiło ich, pochodziło z tej mgły i obserwowało ich bieg.
Sebastian dostrzegł niedźwiedzie pierwszy, nawet nie zwolnił, skoczył. Uderzył pazurami w olbrzymi brązowy kark i wbił je, aż do kości, zwierzę ryknęło i zamachnęło się wielką łapą uzbrojoną w ostre pazury, było równie szybkie jak oni, ale tygrys już zdążył odskoczyć i szykował się do ponownego ataku.
Luna i Daniel stanęli naprzeciw drugiego niedźwiedzia, Luna, ostrożnie wniknęła do jego umysłu i zaatakowała bólem, zwierze ryknęło, a wielki wilk skoczył i zatopił kły w jego gardle. Przez moment Luna, pomyślała o Aleksandrze, co by było gdyby taki niedźwiedź dostał się do stajni i skierowała myśl na umysł drugiego przeciwnika, ten zawył z bólu i machną łapą z ostrymi pazurami w jej stronę, nawet nie poczuła w pierwszym momencie ciosu, skoncentrowana na umyśle zwierzęcia, ale następny oddech przyniósł falę ogromnego bólu palącego niczym ogień i rozrywającego świadomość.
Puściła niedźwiedzia, ale Sebastian już zdążył skoczyć mu ponownie na kark i teraz olbrzymi tygrys wbitymi w kark zwierzęcia kłami przyciskał go do ziemi. Niedźwiedź rzucił się na grzbiet i zaczął tarzać się przyciskając Sebastiana do ziemi. Luna odwróciła się błyskawicznie i znalazła przy brzuchu zwierzęcia, celnym ciosem rozorała jego gardło i skoczyła zatopiwszy zęby w tętnicy szyjnej, pożywiła się. Dało jej to dodatkową siłę, błyskawicznie wstała i wyciągnęła powalonego tygrysa spod ciała niedźwiedzia. Sebastian otrząsną się i prychną, a potem rykną zawzięcie.
Daniel dalej walczył z drugim przeciwnikiem, z szyi niedźwiedzia buchała krew, ale ten z ogromną siła cisną ciałem wilka w krzaki łamiąc niewielkie drzewo. Sebastian skoczył mu na pomoc. Daniel podniósł się i teraz obaj natarli na niedźwiedzia. Luna rzuciła paraliżująca strachem myśl w umysł niedźwiedzia, który w odpowiedzi zwiną się i spróbował uciec, ale dopadł go cios zębów Daniela i przewrócił się. Sebastian i Daniel równocześnie zatopili w nim zęby, kończąc starcie.
Ale Luna czuła, że nie pokonali wszystkich przeciwników, był jeszcze ktoś o wiele silniejszy niż dwa misie, o potężnej mocy i wielkim głodzie. Skoncentrowała się maksymalnie była teraz silna po krwi zmiennokształtnego, wysłała myśl bólu i porażenia na nieznaną istotę. Otrzymała błyskawiczną odpowiedź, aż się skuliła, ale nie puściła, dodała teraz wizję ognia ogarniającego ciało niepohamowaną pożogą. Pomogło, istota odpuściła i zaczęła się wycofywać, posłała jeszcze raz ogień. Istota zaczęła się oddalać, próbowała ja jeszcze zatrzymać, ale była już zbyt słaba. Przeciwnik uciekł poza jej zasięg.
Wyprostowała się i odetchnęła głęboko, to był koniec, zerwał się lekki wiatr i powietrze zrobiło się chłodniejsze i żywsze. Noc rozlała się nad lasem uspokajając przerażone umysły drobnych leśnych stworzeń. Było bardzo ciemno, księżyc nie był widoczny spod grubej warstwy chmur, ale jej wzrok już dawno dostosował się do otoczenia i widziała wszystko w najdrobniejszych szczegółach. Olbrzymie pnie starych drzew rozorane były pazurami, podobnie jak leśnie poszycie, drobne drzewka i większe krzaki połamane. Wszystko było we krwi.
Zmieńcie się, trzeba to posprzątać, ludzie tu chodzą” – rzuciła szybką myśl
Chwilę później stali już koło niej, zadowoleni z siebie i gotowi do sprzątania okolicy. Przede wszystkim musieli zakopać ciała i usunąć krew. Potem pousuwali też połamane drzewka i krzaki, a pnie drzew i połamane gałęzie zasmarowali błotem.
- Ale była bitka, już dawno tak się dobrze nie bawiłem – Daniel był zachwycony
- Boję się, że to nie koniec, główny przeciwnik mi zwiał i nie mam pojęcia kto to był – Luna powiedziała poważnie.
- Zawiadomimy Gajusza, a ty sprawdź co z tymi ludźmi w stajni, tylko może się bardzo nie pokazuj – i dodał szeptem z kpiącym uśmieszkiem – Byś za bardzo swojego chłoptasia nie wystraszyła.
- Ale śmieszne – rzuciła wściekła – Popilnuje ich w nocy, nie wracam
- OK., powiemy Gajuszowi, tak będzie najlepiej.
Machnęła ręką na do widzenia i ruszyła biegiem w stronę drogi.


Aleksander wsiadając do samochodu Luny, miał dopiero chwilę aby zastanowić się nad dzisiejszymi wydarzeniami, przejmująca atmosfera od rana, wypadek, dziwne zachowanie Luny, te obrazy natarczywie starały się dobić do jego świadomości, ale nie chciał do końca na to pozwolić. Drążył go tylko irracjonalny strach, nieuzasadniony i obezwładniający, ale też gdzieś jakby dochodzący niewiadomo skąd z boku. Czyżby bał się o Lunę, w końcu w lesie mogło być przecież jednak jakież zwierzę.
Koń był opatrzony przez weterynarza i w stajni wszyscy się już uspokoili, nawet reszta koni też niedawno wyraźnie się uspokoiła, jednak Natalia postanowiła na noc zostać i w razie czego pomóc Piotrowi. W związku z tym Aleksander wracał sam. Zdawał sobie sprawę, że wszystkie dzisiejsze zdarzenia mają na pewno racjonalne wytłumaczenie i dowie się tego wkrótce jak spotkają się z Luną w domu.
Nadal w powietrzu zbierało się na burzę, ale atmosfera jakby nieco się oczyściła, zaczął wiać wiatr i pomimo gorąca było jednak czym oddychać. Samochód Luny pozwalał na szybką jazdę nawet po takiej leśnej drodze jak ta do stajni, a jemu się spieszyło, bardzo, był przekonany, że Luna już na niego czeka.
Światła reflektorów samochodowych przecinały gęsty, intensywny mrok tworząc świetlisty leśny tunel z kolumnadą przydrożnych pni drzew, których wierzchołki niknęły w ciemności, a o ich istnieniu przypominał tylko ostry przeszywający szum wiatru. Ten obraz coś mu przypominał, tylko co, nie mógł sobie tego uświadomić i nagle zrozumiał. To był jego sen, przejął go paniczny lęk, wiedział co będzie dalej. Ciemność lasu, pochłaniała go, przywodziła wręcz na myśl szalejący wir czarnej dziury.
Poza snopem światła nic nie ma. Strach narastał, a on nic nie mógł zrobić, kompletnie nic, jak by jego umysł był oderwany od ciała, które obserwował. I nagle w światłach reflektorów obraz się zmienił, jak z podziemi wyrosła drobna postać….
Och, nie… Luna…
Kolejny ułamek sekundy…, hamulec… Jej wręcz świetliście blada ręka oparła się o maskę samochodu… Gwałtowny wstrząs. Głuchy odgłos uderzenia zatrzymującego go w miejscu.
I wtedy, podmuch gwałtownego wiatru wydął jasną kurtkę… Krew, krew na podkoszulce…, tyle krwi…
Ocknął się lecąc do przodu i uderzając w kierownicę, jednak poduszka powietrzna się nie otworzyła. Silnik zgasł samochód stał na środku drogi w kompletnej ciszy, słychać było tylko szum wiatru.
Aleksander wyskoczył z samochodu, myśląc tylko o Lunie… Czy to było przewidzenie? Czy to Ona? Czy ją zabił, czy ona jest ranna…?
Ale kiedy dotkną stopami ziemi już stała przy nim. Uśmiechała się lekko, choć w jej oczach zobaczył jakąś obcą dzikość, jednak jej wygląd przeczył jej uśmiechowi. Kurtkę i twarz miała po jednej stronie obryzganą krwią, a top pod kurtką rozdarty, jakby olbrzymimi pazurami i cały we krwi, która ściekła aż na spodnie.
Aleksander zamarł z przerażenia jedynie co wiedział to, że musi jej pomóc, natychmiast…, odwieść do szpitala. Luna starała się zasłonić podarty top kurtką.
- Co, co ci się stało? – wyciągną rękę by odsunąć kurtkę i sprawdzić co się stało i dotkną zakrwawionego materiału kurtki, a jego dłoń zacisnęła się w spazmatycznym skurczu…
- Nie, nic mi nie jest to tylko…- ale już nic nie słyszał.
W momencie dotknięcia krwi Luny, świat przestał istnieć… Pozostał tylko ból… Poraził go i rzucił o ziemię, był to tak straszliwy ból, że był bliski utraty przytomności. Nie rozumiał co się dzieje. Tylko czuł… Czuł jak olbrzymie pazury rozdzierają jego bok, a krew tryska z ran.
Kuląc się na ziemi wył z bólu, nie mógł tego przeżyć… Nikt nie mógłby tego przeżyć…
Luna błyskawicznie, wyrwała mu z zaciśniętej pięści materiał. W mgnieniu oka, oparła jego dłoń o ziemię i zdjęła z siebie zakrwawione ubranie, zostając w sportowym topie i szortach.
Ostrożnie podniosła jego otwartą już dłoń i położyła na swoim drugim udzie, czystym od krwi. Ból ustąpił…, pozostawił wrażenie jak po przebudzeniu z koszmaru… Wyraźnie pamiętał co czuł ale to jak nocny koszmar, zrozumiał, że nie było realne… Luna delikatnie objęła go podnosząc.
- Popatrz, nic mi nie jest – powiedziała łagodnie, kiedy nie zareagował wrzasnęła - No patrz, mówię, to była moja krew, ale nie jestem ranna
Spojrzał najpierw w jej oczy, a potem na smukłe ciało, rzeczywiście nie była ranna. Czyżby tylko wpadł w panikę.
Nie, wiedział, że ten ból był prawdziwy. Tylko co to było? Gdyby śnił, wiedziałby, że to jeden z tych snów, które się sprawdzają, ale nie śni.
Spojrzał jeszcze raz na drobne ciało Luny i wtedy dostrzegł nieco jaśniejsze, spore, długie i nierówne ślady na jej bladym boku. Jakby odrobinę bardziej różowe niż jej skóra kreski, dokładnie w miejscu w którym czuł straszliwy cios. Przysunął się do Luny i bardzo ostrożnie dotknął miejsca z bladymi śladami. Jej skóra idealnie gładka w tym miejscu była odrobinę nierówna, i nic więcej.
Luna spoglądała na niego uważnie, obserwując każdy jego ruch z wyrazem skupienia.
- Byłaś ranna, tu na boku – spytał patrząc jej w oczy
Przez chwilę milczała, jakby wahała się czy mu odpowiedzieć i w końcu powiedziała, ale tak jak by serce ją zabolało.
- Tak, byłam ranna i to była moja krew, ale jakiś czas temu – powiedziała powoli
- Ale, jak…
- Eh, trudno to wytłumaczyć, szybko się na mnie goją rany, ale… skąd wiedziałeś – spytała z wahaniem
- Widziałem, czułem, jak cię dotknąłem nie potrafię tego wyjaśnić – powiedział z zakłopotaniem pewien, że go wyśmieje, ale nie roześmiała się.
- Kiedy teraz mnie dotykałeś nic nie czułeś i zwykle też – zapytała poważnie
- Nie, nic
- Tylko wtedy – zamyśliła się i spojrzała na jego dłoń – Czy mogę coś zrobić, nie bój się, proszę – spytała ostrożnie
- Dobrze – zgodził się
Luna delikatnie złapała go za nadgarstek i przekręciła jego dłoń, a potem tak błyskawicznie, że prawie tego nie zauważył przytknęła swój palec do ust i pojawiła się na nim kropla krwi. Teraz ostrożnie dotknęła zakrwawionym palcem jego dłoni.
I w tedy poczuł. Tak gwałtowne pragnienie, oszałamiające pożądanie wręcz palący głód… Jednocześnie ogarniające go uczucie intensywne i dzikie, niezrozumiałe…, a może oczywiste, tyle, że zbyt gwałtowne, może mroczne… To uczucie miłości, przywiązania i radości… Ta fala uczuć była tak intensywna, że aż ugięły się pod nim nogi. Ale, to był tylko moment, ułamek sekundy i Luna już odsunęła swój palec i podtrzymała go, a potem przytuliła się do niego i pocałowała.
- Teraz też coś poczułeś, prawda – spytała po chwili
- Tak, ale inaczej…
- Bo, teraz to była ta chwila i to co czuje teraz, a tamta krew była stara… i… – miał wrażenie, że zawahała się znów, czy mu powiedzieć coś jeszcze, ale dodała po chwili.
Zaatakowało mnie zwierzę. Myślę, że widzisz i czujesz różne… emocje, może i zdarzenia. U mnie chyba pod wpływem mojej krwi… – i zapytała poważnie – A wcześniej zdarzało ci się coś takiego?
- Nie, nigdy, tylko czasem mam… takie sny – powiedział z wahaniem
- Sny?
- Tak, śnią mi się takie rzeczy, które później się wydarzają…, tylko przez moment…, to taki błysk, jakby zdjęcie jakiejś sceny, ale bardzo wyraźny, a potem się zdarza i nic nie mogę na to poradzić. Teraz widziałem jak na ciebie wpadłam, ale nie mogłem nic zrobić, ani szybciej zahamować, ani skręcić, nic.
- Rozumiem…, to ciekawe, ciekawa zdolność – zamyśliła się
- Nie dziwisz się i nie uważasz mnie za wariata – Aleksander był szczerze zdziwiony
- No skąd, przecież ja też nie jestem całkiem normalna, prawda? – Luna zaśmiała się
- No, tak, może trochę tak – przyznał
- Może, trochę… – zaśmiała się i przysunęła do niego o krok – Czyżby szanowny Pan wątpił w moją odmienność? Jestem po prostu przeciętną, nieciekawą, nudną lalunią…
- Nie, nie… – nie był w stanie wydukać z siebie odpowiedzi
- Nie? Ale chyba nie jesteś przekonany?
- Jestem…
- Czyżby…., Może gdybym teraz cię pocałowała, udowodniłabym moją nienormalność – powiedziała prowokująco
- No... – znów zabrakło mu słów, poczuł jak ściska go w brzuchu, a jego ciało reaguje samo na wyobrażenie całującej go Luny… Tu teraz na drodze, w środku lasu… Atmosfera burzy… Ona pół naga… Adrenalina po wspomnieniu bólu jeszcze pulsuje mu w żyłach a teraz to jedno zdanie spowodowało, że prawie jego ciało chciało wybuchnąć…
- No, cóż na odpowiedź chyba nie mam co liczyć… – powiedziała patrząc mu w oczy i zbliżyła się do niego powoli. Zaczerpną gwałtownie powietrza gdy objęła drobną ręką jego szyję i przyciągnęła głowę bliżej. Ich usta spotkały się w połowie drogi, bo nie był w stanie czekać, aż ona zbliży się do niego. Wbił się wręcz w jej wargi gwałtownie i bez tchu, a ona odpowiedziała tym samym. Ich ciała splotły się i przywarły do siebie. Czuł jak jej palce wbijają się w jego głowę i wplątują we włosy… Czuł rozsadzające go pragnienie i pożądanie…
Luna gwałtownie oderwała się od niego i spojrzała mu dziko w oczy…
- To nie zbyt dobry pomysł…, nie wiesz w co się pakujesz…
- Wisi mi to…
- Co?
- To kim jesteś i w co się pakuje… Kocham cię….
- I chcesz się ze mną kochać?
Zaniemówił, nie był w stanie odpowiedzieć, tak bardzo przecież chciał…
- Pewnie, ale ja jestem niebezpieczna, nawet nie masz pojęcia jak bardzo. Ze mną nie możesz się kochać. Jesteś słodki i delikatny… Ja, nie. Ty chcesz mnie kochać, ja nie potrafię… ja z facetami mogę się co najwyżej pieprzyć i to ostro, ale nie kochać… Rozumiesz?
- Nie. Przecież wcześniej, w lesie…?
- No, i? Tak podobasz mi się, bardzo Cię lubię, ale tłumaczę Ci, że mogę Cię skrzywdzić, idioto…
- No, i?? Mimo wszystko jestem na tyle dużym dzieckiem, że sam mogę decydować za siebie…
- Wątpię… Nie mów hop nim mnie poznasz…, a po tym co widziałeś… Powinieneś zostawić mnie tu i uciekać… dla własnego dobra…
- Nie, nie musisz się wysilać, wiem że chcesz mnie wystraszyć, tak może i się boję, ale nie Ciebie…
- Mały twardziel z ciebie, co? Pieprzysz, nie znasz mnie, przy mnie może stać ci się krzywda…
- Nie prawda. Widziałem jak uratowałaś dziecko… Znam cię…
- Nie – ucięła gwałtownie – Dobrze skoro nie uciekasz ode mnie, jesteś zdrowo walnięty. Wiesz o tym? Może kiedyś to zrozumiesz…
Odwróciła się w stronę samochodu i jak by nic się nie stało zmieniła temat.
- Dobra, najwyższa pora abyśmy się stąd zmywali, może ja poprowadzę, jesteś jeszcze trochę roztrzęsiony.
- Ja?... Jasne, ja jestem roztrzęsiony, bo więcej dzisiaj przeżyłem, np. zaatakowało mnie dzikie zwierzę i takie tam… - odpowiedział z sarkazmem – A swoją drogą, pięknie tak wyglądasz, ale może ci zimno, włóż moja bluzę, skoro masz mnie gdzieś nie musisz mnie prowokować – dodał zaciskając zęby, zdjął szarą bluzę, którą miał na sobie i podał Lunie.
- Dziękuję, choć nie jest mi zimno
- To adrenalina, i kto jest roztrzęsiony, ale jak chcesz możesz prowadzić
- Fajnie, no to jedziemy
Wsiedli do samochodu i Luna powoli ruszyła.
Aleksander zastanawiał się jak ma prosić ja o wyjaśnienia, teraz naprawdę chciał wiedzieć o niej wszystko, ale bał się, czy mu powie, co ukrywa? Czy to coś zmieni?
- Wiesz, mam jeszcze jedno pytanie – zaczął ostrożnie
- Tak?
- Czy opowiesz mi… kiedyś…, co stało się w lesie? – zapytał z wahaniem
- Tak, jak chcesz zostanę u ciebie dziś. Już późno i nie chcę wracać do domu, ale opowiem ci wszystko rano.
Teraz zaniemówił. Nie rozumiał kobiet to jasne… Po tym co mu przed chwilą powiedziała… zostanie u niego na noc, tak po prostu?

Ruszyli powoli przez las, po chwili samochód przyspieszył i suną równo po drodze, a jednostajny szum silnika działał na Aleksandra uspokajająco. Czy wszystko co się dziś wydarzyło było prawdziwe? A może to tylko jego wybujała wyobraźnia? Może nic tak naprawdę niezwykłego nie miało miejsca? To tylko atmosfera grozy powodowana dziwną burzową pogodą, wpływa na zachowanie zwierząt i odczucia nie do końca normalnych ludzi, jak on…



Prześlij komentarz