Rozdział VIII





Ten i kolejne egzaminy okazały się, dla Aleksandra zaskakująco proste, a z każdym denerwował się coraz mniej, coraz bardziej pewny tego co umie. Ku jego zaskoczeniu miesiąc matur miną szybciej niż by się spodziewał i od razu już w dniu zakończenia szkoły wydał mu się odległy i mało realny. Sesja Natalii też już się skończyła w każdym razie dla niej, bystra bestia zdała wszystkie egzaminy w zerówkach lub w pierwszym terminie. Teraz pochłonięta była badaniami w szpitalu. Powoli opadły emocje i liczyło się teraz to co było na bieżąco, a dziś czekało ich wieczorem spotkanie i bal absolwentów, na który pójdzie z Luna i Natalią razem. Natalii obiecał bal już w zaszłym roku, a Luna nie miała nic przeciwko temu i bardzo się cieszyła a poza tym przyda jej się oderwanie na moment od badań.


Natalia uwielbiała wszelkie imprezy ale ten bal absolwentów był szczególny, jej własny bal po zakończeniu szkoły ominął ją bo w stajni Cezar miał kolkę i siedziała z nim całą noc, wtedy Aleksander obiecał jej, że na następnym balu poszaleje, no a po za tym nie jest już uczennicą i nauczyciele mogą na nią patrzeć inaczej zwłaszcza jeden… poza tym oderwanie się od pacjentów w śpiączce i analizy badań było naprawdę konieczne dla zachowania zdrowia psychicznego. Ostatnie tygodnie nie przynosiły w badaniach żadnej zmiany, co prawda śledztwo detektywa Hoffmana, który przejął sprawę po Latosie, wyglądało lepiej, zwłaszcza po zhakowanych informacjach od kumpla Artura o Wiktorowie i jego powiązaniach z rosyjską mafią. Jak się okazało Wiktorow robił nielegalne badania na ludziach w Rosji w jakimś abstrakcyjnym laboratorium, poddając badanych delikatnie mówiąc „praniu mózgu” i ekstremalnej hipnozie, a badania te wręcz wyglądały jak tworzenie super żołnierzy.
Natalia nie miała pojęcia jak tan chłopak dotarł do takich danych, ale to było więcej niż Interpol zdołał zdobyć. Teraz śledztwo toczyło się pełną para i nawet wydział bezpieczeństwa był w to zaangażowany, miało to jednak i złe strony, detektyw Hoffman nie mógł im teraz nic nowego powiedzieć. Tak więc, chwila oderwania się od tego wszystkiego na pewno była wskazana.
Było przed czwartą więc zabrała się za bardzo staranną toaletę i przeanalizowanie swojej garderoby.
Po pół godzinnej frustracji przed szafą wybrała w końcu jedyną swoją krótką letnią sukienkę w kolorze jasnej brzoskwini, a nawet wyciągnęła do niej sandałki na wysokim obcasie, choć chodzenie w nich mogło się okazać sportem ekstremalnym w jej wykonaniu.
Z niesmakiem stwierdziła, że nie jest pewna czy to, co zaplanowała na dziś jest odpowiednie na pierwszy bal, nigdy nie miała żadnych super ciuchów odpowiednich na takie okazje, zwłaszcza, że w końcu pokazywać się będzie z tak rewelacyjnie przystojnym chłopakiem jak Aleksander i tak przepiękną dziewczyną jak Luna.
W tym momencie rozległo się ciche pukanie do drzwi.
- Cześć, to ja…, można – miękki i delikatny głos Luny ją zaskoczył
- Możesz, możesz, czemu jesteś tak wcześnie? – Natalia nie mogła się powstrzymać od pytania.
Luna wsunęła się szybko przez uchylone drzwi, ledwo mieszcząc się obładowana wielką torbą na ubranie i drugą nieco mniejszą. Była już gotowa, ubrana w przepiękną delikatną muślinową suknię w mlecznym kolorze, lekko dopasowaną, zwiewną i półprzezroczystą. Wykończoną delikatnymi wrzosowymi lamówkami i udekorowaną przy głębokim dekolcie wrzosowymi kwiatkami. Szeroka zwiewna spódnica była rozcięta z przodu i z tyłu ukazując zgrabne nogi w wyciętych wrzosowych szpileczkach, a we włosy również miała wpięte drobne, blado fioletowe kwiatki.
- Hej, pomyślałam, że może być chciała …. – zawiesiła głos – No, wiesz jak byłyśmy w sklepie to mówiłaś, że nie masz odpowiedniej sukienki na bal, więc pomyślałam, że może chciałabyś pożyczyć i przywiozłam – uśmiechnęła się nieśmiało
Natalia skoczyła do niej entuzjastycznie
- Pokaż...
- Spokojnie, nie wiem czy będzie dobra i czy ci się spodoba, ale mówiłaś, że chciałabyś wszystkich zaskoczyć, wyglądać inaczej niż zawsze.
I wyciągnęła delikatnie przepiękną ciemno granatową lekko opalizującą jedwabną suknię z torby. Natalię aż zatkało, tak była niesamowita.
- Dawaj przymierzę, dziękuję, strasznie dziękuję – rzuciła się na Lunę całując ją w policzek. Luna zaśmiała się zaskoczona.
- No przymierzaj, przymierzaj, już ci pomagam
Po chwili Natalia stała przed lustrem nie mogąc nadziwić się swojemu odbiciu. Jej ciało opinała idealnie dopasowana do zgrabnej sylwetki długa, ciemno granatowa, lekko opalizowana suknia, na ramiączka o prostym klasycznym kroju z rozcięciami po bokach. Wyrafinowaną elegancję sukni podkreślały jeszcze wspaniałe dodatki, srebrny naszyjnik z szafirami, taka sama bransoletka i dwie spinki ujarzmiające w cudowny sposób jej nieokiełznane włosy, a całość dopełniały cudowne srebrne pantofelki wykończone również szafirami.
- Cudownie – Natalia obracała się przed lustrem w zachwycie – wyglądam tak… wyniośle i poważnie.
- No nie wiem, wiele kobiet raczej by się załamało z tego powodu
- Ale one nie wyglądają jak małolaty, przy starszym bracie – odparła Natalia poważnie.
- Myślę, że będziesz miała super powodzenie na balu i poodbijasz wszystkich facetów. A tak przy okazji masz kogoś upatrzonego – spytała Luna filuternie
- No, wiesz strasznie mi się podoba profesor Dryc, ten wuefista co uczył wf Aleksandra, ale on mnie nie zauważa, a na bal idzie ze swoją dziewczyną Anną.
- Nie byłabym taka pewna, czy cię nie zauważa, wydawało mi się, że jak tylko pokazujesz się na parkingu koło szkoły to wodzi za tobą wzrokiem jak pies na łańcuch za swoim panem – Luna zaśmiała się rozbawiona zaskoczeniem Natalii
- No, co ty
- Myślę, że dzisiaj padnie na twój widok
- Hmm – Natalia zamyśliła się z rozmarzeniem w oczach. – Bomba.
- Super, no to co, idziemy po Aleksandra.


Aleksander nie do końca lubił takie imprezy, ale Luna już mu mówiła, że uwielbia tańczyć i cieszyła się na ten bal. Teraz dziękował opatrzności, za zeszłoroczny kurs tańca na który wyciągnęła go Natalia prawie siłą. Instruktor twierdził, że są najlepszą parą na parkiecie i najlepszą jaką uczył, Aleksander miał co prawda wrażenie, że to zasługa Natalii, poruszającej się zawsze zwinnie jak gazela, motyl lub po prostu może jak baletnica, wprost urodzonej do tańca, ale coś się jednak nauczył i teraz się to przyda.
Aleksander czekał na dziewczyny na dole w salonie i kiedy weszły gotowe do wyjścia, aż nogi się pod nim ugięły i ścisną żołądek. Były takie piękne, obie, oczywiście Luna jak zwykle olśniła go swoją niebiańską urodą, ale jego siostra również wyglądała cudownie nigdy by nie przypuszczał, iż mała Natalia może już być tak wspaniałą kobietą.
Jadąc Luny samochodem, tym razem to on prowadził, myślał o tym jakie zrobi wrażenie wchodząc na bal i rzeczywiście wszyscy się za nimi oglądali. Czuł się jak szejk naftowy, lub co najmniej James Bond, z dwiema najpiękniejszymi kobietami u boku.
Już w pierwszym tańcu Natalię porwał Patryk, a w drugim prof. Dryc, Aleksander co prawda spojrzał na niego wilkiem, ale zachwycone oczy Natalii, przekonały go o tym by nie interweniował. Później widział, że wszyscy jego koledzy chcą z nią tańczyć i wręcz wyrywają ją sobie. W każdym razie bawiła się świetnie.
Aleksander natomiast tańczył tylko z Luną, każdy taniec, tuląc ją do siebie lub napawając się widokiem jej wspaniałych ruchów w tańcu. A ona, tak, jak obiecywała tańczyła tylko dla niego, nie zwracając uwagi na nikogo innego. Raz, ktoś, chyba Robert poprosił ją do tańca, ale ze śmiechem stanowczo odmówiła, z rozbawieniem wołając, ze ma tylko jednego partnera do tańca.
Trochę po północy, kiedy w sali już zrobiło się nieco luźniej, bo część par zniknęła już po cichu, Luna tuliła się w jego ramionach, lekko kołysząc w takt bardzo wolnej ballady, nagle zesztywniała i odsunęła się od Aleksandra.
- Poczekaj na mnie moment, muszę coś załatwić, zaraz wrócę
- Ale, skąd….
- To nic, mój brat przyjechał, naprawdę zaraz wracam – i wybiegła z sali
Aleksander został sam, postanowił się rozejrzeć za Natalią, ale jej też nigdzie nie było. Nalał sobie coli i usiadł chwilę odpoczywając. Korciło go by pójść za Luną i sprawdzić o co chodzi, ale wiedział, że nie chciała nic mówić o rodzinie i postanowił to szanować.


Natalia ostatnie parę minut spędziła siedząc samotnie na ławeczce za szkolnym boiskiem, ukryta przed wszystkimi starała się uspokoić zmysły, po huku i rozgardiaszu panującym na sali tanecznej. Teraz już te parę minut pod gwiazdami dały upragniony efekt i postanowiła wrócić na zabawę.
Nie chciała iść chodnikiem i omijając rabatki kwiatowe prześlizgnęła się za wielkim cisem przy ścianie szkoły. Wtedy go zobaczyła, stał przed szkolną bramą lekko oparty o wielki czarny motor.
Cholera jasna, to On” – nie była w stanie zapomnieć motocyklisty z przed kilku miesięcy, był najbardziej niesamowitym facetem jakiego kiedykolwiek spotkała. Teraz obserwując jak jego czarne lśniące włosy odbijały ostry blask latarni mocno kontrastując jednocześnie, z bardzo jasną skórą, też w zasadzie świecącą swoją bladością, przebiegł ja dreszcz i miała wrażenie, że wszystkie włosy jej się jeżą. Było w nim coś, groźnego, dzikiego, zwierzęcego, co przyciągało ją magnetycznie.
Ubrany był w obcisłe czarne spodnie i czarną podkoszulkę z krótkim rękawem, podkreślającą wspaniałą muskulaturę. Ale najbardziej fascynujący, dla Natalii, był dziki bijący wręcz od niego mrok, a może to odpychająca bariera, którą zdawał się otaczać, kiedy mijała go przechodząca roześmiana para i kilka rozchichotanych dziewczyn z drugiej klasy. Rzucając na niego ukradkowe spojrzenia, zdawali się milknąć i odsuwać ze strachem. Natalia przyglądając mu się z ukrycia też poczuła przenikający ją lęk, ale to uczucie wprawiając w drżenie całe jej ciało nie było nieprzyjemne, wręcz przeciwnie czuła wręcz rozkosz w tym uczuciu lęku i abstrakcyjne pragnienie rzucenie się na niego. Cofnęła się o krok, oparła o chłodną ścianę i wzięła głęboki oddech.
Do diabła, nie mogę na niego patrzeć, bo zaraz zrobię coś nieodpowiedzialnego, w końcu nie mam pojęcia kim on jest i co tu robi, może to jakiś diler, lub bandzior, poczekam spokojnie aż odjedzie” – pomyślała i odetchnęła jeszcze parę razy.
Po chwili jednak usłyszała głośny warkot silnika motoru i pisk szybko ruszających opon, nie wytrzymała i wyskoczyła z za rogu szkoły, ale nieznajomego już nie było widać, choć odgłos silnika i zapach spalin jeszcze unosił się w powietrzu.
Myśląc o motocykliście, skierowała się w stronę wejścia do szkoły, zaschło jej w gardle do tego stopnia, że ledwo mogła coś wyksztusić na pytania spotkanej w drzwiach Kamili, wzięła ją za rękę i poszły się czegoś napić.


Luna stojąc przy szatniach, gorączkowo zastanawiała się jak wybrnąć z sytuacji i jak to najlepiej rozegrać. Przed chwilą Sebastian przekazał jej, iż Gajusz natychmiast jej potrzebuje i chciał jej szukać. Na szczęście Sebastian zaoferował się znaleźć ją, kłamiąc, za co była mu niezmiernie wdzięczna, że pojechała na polowanie. Teraz miała jakąś godzinę na dotarcie do Gajusza by nic nie podejrzewał, Sebastian miał na nią czekać przy stacji benzynowej.
No, nic musiała teraz delikatnie wyciągnąć Aleksandra i Natalię, bal się już kończył i zaraz i tak wszyscy się rozejdą, ale czy Natalia będzie chciała wyjść, bawiła się tak dobrze. Postanowiła jej poszukać i delikatnie nakłonić do wyjścia, swoją drogą ciekawe, czy jeśli jak Aleksander jest odporna na jej umysł, to czy Natalia zareaguje. Wysłała delikatną myśl do Natalii, ale nic, jak by nie potrafiła jej znaleźć, ciekawe. No cóż trzeba inaczej. Wpadła na Natalię koło toalety dziewcząt i odciągnęła z grona kilku koleżanek z jej byłej klasy.
Spróbowała jeszcze raz chciała, aby Natalia sama chciała wyjść i poprosiła ją o to, ale nic, trudno.
- Wiesz, jestem już strasznie zmęczona, myślisz, że Aleksandrowi nie będzie przykro, jak byśmy już wyszli, a ty też mogłabyś już iść – spytała Luna delikatnie
- Nie ma problemu, wybawiłam się już dziś jak nigdy, prawie nóg nie czuję, a po za tym mam ochotę przemyśleć to i owo – uśmiechnęła się tajemniczo.
- Oh, jakiś chłopak czy profesor?
- Może…. jeszcze nie wiem.
- Dobra, to poczekaj pójdę po Aleksandra – zawołała.
Aleksander zgodził się już wyjść bez problemu, spytał tylko czy to coś z rodziną. Nie miała serca go okłamywać więc potwierdziła, o nic nie pytał.
Kiedy odwiozła Aleksandra i Natalię do domu, szybko zawróciła i pomknęła do Sebastiana czekającego na stacji. Tam błyskawicznie przebrała się w normalne ciuchy, które miała na wszelki wypadek. Jeszcze raz podziękowała Sebastianowi i ucałowała go czule, wiedziała jak cierpi z jej powodu pod maską obojętnej ironii.


Piękna wojowniczka niczym rączy rumak powstały z mgły nocy, przeznaczona do walki i namiętności z kimś równym sobie. - pomyślała - Nie powinna żyć wśród ludzi, pilnować ich i niańczyć. To wstrętne i oburzające. Powinna władać i panować nad światem przy mnie, ze mną, razem na zawsze”
Noc pochłonęła szybko umykający pojazd i nawet przydrożne latarnie już go nie łapały w swoje kręgi, powoli też nikną w oddali warkot silnika. Znikała za zakrętem w tym pustym ludzkim świecie, ale jej umysł pozostawał nadal jaśniejącą gwiazdą w mroku nocy.
Mogę podążać za Tobą i nie opuszczać Cię, nawet bardzo daleko….”


Mknąc szybko ulicami na spotkanie z Gajuszem, z jednej strony widziała dokładnie każdy, mijany szczegół, wolno poruszających się ludzi i budynki, a jednocześnie miała znów wrażenie, że coś ją obserwuje. Ostatnio coraz częściej i intensywniej to czuła, to było złe, nie potrafiła tego inaczej nazwać, próbowało wniknąć w nią i obezwładnić, zwłaszcza kiedy przebywała z Aleksandrem. Może to tylko do głosu dochodzi jej natura i obezwładnia ją przejmuje nad nią kontrolę, jak to się skończy, może powinnam jednak powiedzieć Gajuszowi.
A jak to on” – wkradło się do jej świadomości. Wiedziała, że byłby zdolny chcieć ją kontrolować, więc musi przeciwstawić się i poradzić sobie sama, jest wystarczająco silna. Nie da sobą manipulować, pokaże mu kto tu rządzi. I zacisnęła mocno szczęki, aż zgrzytnęły zęby.


Po powrocie do domu Natalia nie mogła otrząsnąć się z myśli o tajemniczym motocykliście jak nazywała go w myślach. Walczyły w niej dwa jej własne oblicza, z jednej strony fascynowało ją tajemnicze oblicze nieznajomego i tego co się z nim wiązało, typowa romantyczna natura kobiety. Z drugiej strony włączał się głos naukowca poszukującego rozwiązania swojego problemu, a być może ten dziwny nieznajomy był jakąś wskazówką do rozwiązania.
Jeszcze za nim się rozebrała sprawdziła maile i telefon, który zostawiła w domu, by nic nie popsuło jej balu. Okazało się, że było aż siedem nieodebranych połączeń od Artura, zastanawiała się czego mógł chcieć o tak późnej porze, wszystkie były po północy. Było na szczęście też nagranie na poczcie głosowej, które zaraz odsłuchała.
- Cześć, tu Artur, sorki, że tak dzwonię, wiem że jesteś na balu, ale miałem nadzieją, że może wzięłaś telefon, ale chyba nie. Streszczam się, uważaj, jestem na dyżurze w szpitalu, nie pytaj jak, służę tylko do pilnowania, przed godziną detektyw się obudził, nagle bez żadnych ingerencji sam z siebie. No i co najciekawsze kompletnie nic nie pamięta, nic a nic. Ogólnie jest wielki raban, już przyjechał dr Rahm i ordynator, i paru jeszcze specjalistów, i Hoffman, i jego szef. Na razie go oglądali pytali itp., sprawia wrażenie jak by nawet mówić nie umiał, nie wie kim jest nic nie rozumie. Broń boże nie przyjeżdżaj, bo tu straszny kociokwik teraz, mnie tez już wyrzucili, zostaje za mnie dr Rahm, ale jutro bądź skoro świt, zaczynamy badania. No, myślę, że teraz nie zaśniesz zbyt łatwo, ale nie mogłem sobie darować, by ci nie powiedzieć. Cześć, do jutra.
Natalia aż otworzyła usta ze zdziwienia, niesamowite, nie sądzili żeby się detektyw obudził, EEG nic nie wskazywało…, a stymulacje różnego rodzaju już zakończyli. Do tego jeszcze całkowity brak pamięci, no pamięć wsteczna, czasem autobiograficzna to się zdarza, ale z tego co Artur powiedział u niego jest zaburzona nawet pamięć proceduralna, a to niemożliwe.
Potencjały czynnościowe (impulsy) nie tylko przenoszą informacje, ale również pod ich wpływem tworzą się w neuronach i następnie magazynowane są, w otaczającym je makrogleju zmiany biochemiczne, będące nośnikami śladów pamięciowych (engramów). Powtarzające się reakcje stają się odruchem (lub w przypadku bardziej złożonych czynności umiejętnościami), natomiast anatomicznym (mózgowym) podłożem odruchów są zespoły engramów.
Engram powstaje, gdy komórki nerwowe tworzące sieć wzajemnych połączeń zwiększają wrażliwość synaps. I tak np. przypadku pamięci krótkotrwałej wzmocnienie transmisji synaptycznej utrzymuje się od kilkunastu minut do kilku godzin, natomiast synapsy biorące udział w rozwoju pamięci trwalej wzmacniane są na stale. W powstawaniu pamięci bierze udział sam zapamiętywany sygnał. Swoją podróż od neuronu do neuronu zaczyna on w chwili, gdy pierwsza komórka (presynaptyczna) wygeneruje impuls elektryczny zwany potencjałem czynnościowym, który wędruje wzdłuż aksonu do synapsy.
Podstawowy schemat (matryca) połączeń między neuronami jest zakodowany genetycznie. Jednak w toku życia matryca ta jest odpowiednio modyfikowana. Polega to na nakładaniu się wielowarstwowych struktur zespołów engramów w miarę nabywania doświadczenia osobniczego.
Przeprowadzone w ostatnich latach badania wykazały, że po usunięciu lub zniszczeniu - na skutek choroby czy kontuzji - płatów skroniowych kory mózgowej upośledzeniu ulegają formy zapamiętywania angażujące świadomość. Dotyczy to zapamiętywania wydarzeń, nazwisk, treści przeczytanych itp. Natomiast praktycznie nieupośledzona jest zdolność nabywania umiejętności ruchowych.
Trzeba będzie w tym kierunku przebadać detektywa, wcześniej znalezione przez Artura przypadki były osobami o niezidentyfikowanej przeszłości, jaki był detektyw wiemy i wiemy co umiał. Zupełnie inna sprawa co do przyczyny tego co się stało, co mogło stać się detektywowi, będzie musiał Hoffman ostrzej zabrać się za śledztwo, to na pewno nie było naturalne, a ciekawe czy powiązane z pacjentkami NN i …. tajemniczym motocyklistą….
Luna z Sebastianem po dotarciu do domu natychmiast skierowali się do gabinetu ojca, tam zastali już, braci i kilku ludzi Gajusza, jego samego i Oliwii jeszcze nie było, ale moment później się zjawili.
Każde z nich osobno robiło duże wrażenie, ale razem stanowili tak niezwykłe zjawisko, że nawet ci którzy ich znali milkli na sam ich widok. Gajusz był wysokim bardzo dobrze zbudowanym mężczyzną, o ciemnej karnacji czarnych jak heban włosach i stalowych oczach. Był młody jednak biła od niego taka siła, doświadczenie i jakiś rodzaj dostojeństwa, że na pierwszy rzut oka sprawiał wrażenie dużo starszego i jednocześnie niebezpiecznego. Każdy ruch zdradzał olbrzymią siłę, a jednocześnie opanowanie i całkowita kontrolę nad sobą i światem wokół. Bez wątpienia był przywódcą, zawsze i wszędzie, mógł być władcą, panem życia, nikt by się nie sprzeciwił, ale czuło się też jego mądrość i wyrozumiałość doświadczenia.
Z kolei postać u jego boku, była szczupła wysoka i choć wyraźnie biła od niej siła, to od razu widać było, że nawet gdyby musiała władza to nie jest jej domena, co nie oznacza, że mogłaby się podporządkować. Burza ciemno rudych gęstych kręconych włosów wyraźnie odbijała się od jasnej gładkiej skóry, a ogromne intensywnie zielone oczy, miały w sobie coś niepokornego, bardzo intensywnego i przenikały wszystko i wszystkich na wskroś. Skórzana kurtka opinała jej szczupłą ale krągła sylwetkę niczym czarna skóra, mocno zaznaczając piersi, talię i biodra, jasne skórzane, również opięte spodnie i wysokie buty dopełniały reszty. Poruszała się za to lekko jak by tańczyła na balu roztaczając wokół siebie jakby magiczną poświatę. Nie na darmo nazywano ją czarownicą, generalnie samą swoja obecnością zwykle wprawiała facetów w drżenie i nie tylko…
- Dobrze, że wszyscy jesteście – zaczął Gajusz niskim donośnym głosem - Dzwonił do mnie komisarz policji, jeden z jego ludzi, niedawno miał wypadek, tak myślano – dodał szorstko – Ale… dzisiaj wieczorem wybudził się ze śpiączki i okazało się, że nic nie pamięta… - zawahał się i spojrzał na Oliwię, potem przeniósł wzrok na Lunę – Kompletnie nic, nie wie kim jest, ma problemy z mówieniem, wykonywaniem prostych poleceń. Komisarz pomyślał, że wygląda to trochę jak te przypadki o których ostatnio rozmawialiśmy, wiec zadzwonił. Niestety wydaje mi się, że ma rację, to ewidentnie wygląda na wyczyszczenie pamięci, tylko trochę w nadmiarze. Luna co o tym myślisz ty jesteś specjalistką od manipulacji pamięcią – zaśmiał się
- Chyba mnie nie podejrzewasz, nie odwalam takiej fuszerki i uważam by ludziom nie szkodzić.
- Wiem, jak byś to była ty, to tylko nakrzyczałbym na Ciebie i nie ma sprawy, ale jeśli to nie ty, to kto jest aż tak silny by czyścić pamięć, aż tak…. – znów przeniósł wzrok na Oliwię – Może…
- To niemożliwe – Odpowiedziała szybko Oliwia na niezadane pytania
- Sądzisz, że to jeden z nas – zdziwił się Daniel
- Tak mi się wydaje, ludzie nie mają takich technologii, które by na to pozwalały – odparł Gajusz i dodał – A o jakiś Magach w okolicy pewnie bym wiedział, a Oliwia na pewno, prawda?
- Tak Magów dobrze wyczuwam, zwykle… Oni poza tym nie robią takich rzeczy, niby po co?
- Ale, jeśli to ktoś z nas to, pomimo, że każdy z nas w pewnym sensie ma możliwości wymazywania w większym lub w mniejszym stopniu drobnych zdarzeń i kilku chwil, to jednak nie do tego stopnia. Pomimo, że pracowałem z kilkoma specami od manipulacji nigdy czegoś takiego nie widziałem – dodał Sebastian – Ze znanych mi osób najsilniejsza jest Luna, a o Magach nie słyszałem…
- No właśnie. W zasadzie…, O Strażnikach chyba ja też tak mogę powiedzieć, zwłaszcza, że nieco dłużej żyje od Sebastiana…
- W zasadzie…? - przerwał mu Sebastian
- Tak, bo jakiś czas temu znałem kilku dużo silniejszych….. Ale to… jednak byli… Magowie. Może Lilith, ale nie sądzę jednak…
- Lilith… ale ona…. – szepnęła Oliwia. - Od jakiegoś czasu nigdy nie rusza się z bliskiego wschodu zwłaszcza odkąd ma tam swoje państewko i odnowiła tradycje Alarondów, poza tym tam nadzoruje dostęp do ropy, co daje jej panowanie nad finansami świata – dodała szybko
- Czy ktoś może mi wyjaśnić, kim są ci Magowie, czy jak im tam…
- Jesteś bardzo młody, nie masz powodu wiedzieć o Magach, są prawie jak my, ale…
- Prawie robi czasem wielka różnicę – dodała Luna – Magowie nie potrzebują krwi, czerpią moc od wszystkiego, bezpośrednio… i są silni jak diabli. Trzymają się jednak na uboczu, mają Radę, która tego pilnuje i twarde zasady. Kiedyś ich Łowcy polowali na nas, a my na nich ale to było bardzo dawno temu…
- To prawda, od wieków Łowcy pracują tylko dla Rady… chyba, że dla Lilith. Ona jest Szamanem, a Szamani mogą mieć swojego Łowcę – dodała Oliwia.
- Tak, Lilith miała Łowców, kiedyś, ale to było dawno, bardzo dawno…
- No tak, ale Łowca zabija dla mocy, te kobiety były zwykłymi ludźmi, jak by łowca miał je pozbawić mocy, to po prostu by je zabił, to absurd, po co robić coś takiego?
- No właśnie, dlatego chyba możemy ją wykluczyć – odparł Gajusz.
- W takim razie kto, i czy ma coś wspólnego z Macharenką – zjeżył się Sebastian.
- Obawiam się, że tak, zwłaszcza, że ten poszkodowany detektyw pracował nad sprawą handlu ludźmi, jak powiedział komendant, ale to jednocześnie potwierdza przypuszczenia, że za Macharenką ktoś stoi. Obawiam się, że to ktoś bardzo silny, może równie silny jak jakiś Mag. Tylko nie mam pojęcia po co to robi, magom ludzie do niczego nie są potrzebni…
Popatrzył na wszystkich zgromadzonych z poważnym wyrazem twarzy i dodał
- W tym momencie rozpocząłem już badanie tej sprawy, waszym zadaniem na dziś jest zdecydowane zwiększenie czujności i patroli, zwłaszcza w mieście, ale nie tylko. Lunę i Oliwię proszę o wizytę w szpitalu i obejrzenie detektywa i pozostałych pacjentek. Może coś da się dla nich zrobić. Sebastian jeśli możesz zorganizuj własna grupę ludzi do zadań specjalnych najlepiej na już. Mam robotę dotycząca jednego z współpracowników Macharenki, ma niezłą ochronę, ale chyba to nie problem.
- Oczywiście, z nieukrywana przyjemnością, zajmę się kumplem Macharenki – zaśmiał się Sebastian, aż Lunie ciarki przeszły
- W takim razie my się też zbieramy, aby zdążyć załatwić szpital przed świtem, w szpitalach wcześnie zaczynają dzień. – dodała Oliwia i razem z Luną wyszły z pokoju, postanawiając pojechać samochodem Oliwii jako mniej rzucającym się w oczy.


Do szpitala weszły bez problemu, była czwarta, więc w zasadzie wszyscy spali, portier przy wejściu nie zareagował dzięki drobnej sugestii Luny, podobnie jak jedyna czuwająca na OIOM-ie pielęgniarka.
Stojąc w małej oszklonej salce w której leżały trzy kobiety Luna pomyślała, jakie to okrutne robić tak młodym ludziom coś takiego, te dziewczyny miały całe życie przed sobą, były piękne, pewnie chciały mieć i wychowywać dzieci. Co się stało z tym dzieckiem, pewnie nie przeżyło….
Próbowała swoich sił na ich umysłach ale napotkała tylko pustkę, kompletne nic. Pamiętała osoby w śpiączce, które kilka razy budziła, ale to była inna śpiączka, ta jest taka pusta i bezwzględna.
Jak tam Oliwia, dasz radę coś u nich zobaczyć?”
Nie, kompletna pustka, nic nie ma, jeszcze nic takiego nie spotkałam, nawet jak ktoś jest nieprzytomny to dochodzą do niego dźwięki, coś odczuwa, czasem, jest to świat jak ze snu, ale tu nie ma nic, tylko….”
Co?”
Nie wiem, mam takie wrażenie, jakby cień…”
Cień czego?”
Mocy…, wiem, że to absurdalne, to raczej przeczucie, wrażenie, takie jak wtedy gdy rozpoznaje kogoś obdarzonego… Ale to nie to samo, one nie są obdarzone… na pewno. Może się mylę, nieważne… Może to tylko moje nastawienie…”
Chodźmy do detektywa, jest w pokoju obok”
Może lepiej nie…, ja stąd go czuje, on nie śpi, boi się, widzi, słyszy, czuje, ale nic nie rozumie i absolutnie nic nie pamięta” – przekazała Oliwia mocno wzburzona –„Spróbuj skontaktować się delikatnie z jego umysłem, może chociaż uda się przywrócić mu mowę i podstawowe umiejętności by mógł dalej żyć”
Luna wyczuła u Oliwii silne napięcie, wspomnienia i emocje, które mocno starała się stłumić. Luna przypomniała sobie jak poznała Oliwię i tę ogromna dziurę w jej umyśle.
Myślisz, że jest podobny do Ciebie?”
Nie, właśnie to takie dziwne, ja straciłam wspomnienia, ale nie pamięć funkcjonalną, moje ciało wszystko normalnie potrafiło, mogłam normalnie dalej żyć... Spróbuj mu pomóc, proszę” – dodała
Spróbuje, daj mi chwilkę… to wymaga czasu i koncentracji, to jak uczyć kogoś od początku wszystkiego”
Aż za dobrze zdaje sobie z tego sprawę”
Luna skoncentrowała się na starszym człowieku w pokoju obok, w zasadzie nie wiele mogła zrobić, nauczyła go porozumiewać się, pokazała jego umysłowi jak chodzić, jeść, ale nic więcej nie mogła zrobić. To i tak był ogromny wysiłek, jak uczenie niemowlaka, tylko niemowlak ma dużo czasu, a ona tylko parę minut.
Dobra, zrobiłam co mogłam, ale to niewiele, tak mi go szkoda, resztę musi się sam nauczyć, nie ma szans, by sobie coś przypomnieć”
Choć już, trzeba to powiedzieć Gajuszowi, coraz bardziej mi się to nie podoba, nie mam żadnych konkretów, ale mam złe przeczucia”
Twoich przeczuć równie bardzo się boję co konkretnych wizji” Chyba nastrój Oliwii zaczął udzielać się Lunie.
Zdajesz sobie sprawę, że to może tylko moje nastawienie. Staram się to brać pod uwagę, mało prawdopodobne, by w jakikolwiek sposób było to związane z tym co się stało ze mną. Nie chcę mącić Gajuszowi, każdy ma jakieś fobie i obsesje, pewnie to, tylko to” – Oliwia starała się mocno kontrolować natłok myśli i wspomnień Luna zrozumiała i wycofała się.
Przechwyciła na koniec tyko jeszcze:
A nie chcesz sprawdzić, co myśli na jego temat jego lekarz,
Już sprawdzałam, ale teraz śni o wycieczce na Hawaje z ukochaną żoną, nie chce go budzić i tak wyniki badań poznamy od komisarza”
Ok, spadamy”



Prześlij komentarz