Rozdział XIV





Helikopter krążył nisko i powoli nad stepem u podnóża wzgórz, Sebastian uważnie przypatrywał się śladom w dole, jego doskonały wzrok pozwalał mu dostrzegać każdy szczegół krajobrazu mimo prawie całkowitych ciemności. W końcu dostrzegł to czego szukał, koń pasł się spokojnie tylko lekko zaniepokojony warkotem maszyny, ale w końcu przyzwyczajony był do tego odgłosu.
- Tu wyskakuje, wyląduj tu gdzieś i czekaj na mnie – krzykną do pilota i już go niebyło.
Kiedy miękko opadł na ziemię od razu zaczął szukać tropu konia, po chwili już biegł w kierunku z którego koń tu dotarł. Na trop Natalii trafił po kilku minutach, aż mu się w głowie zakręciło tak był wyraźny, pełen strachu i bólu.
Kiedy Natalia zeskoczyła z konia pobiegła pierwszą ścieżką w górę, teraz on podążał za nią. Ścieżka wiła się i rozchodziła, dziewczyna jednak wybierała prostą drogę w górę, wiedział, że kilka razy przewróciła się i potykała o kamienie. Mkną za nią w zawrotnym tempie, trop był świeży i tak wyraźny, że nie musiał się zastanawiać, byle zdążyć ją dogonić, wiedział jak kończy się ta ścieżka, polował tu wielokrotnie, jest ciemno, a ona nie zobaczy niebezpieczeństwa.
Ścieżka zaczęła się zwężać i przypominać bardziej rumowisko niż drogę, wtedy dostrzegł ją kilkadziesiąt metrów przed nim, tam już w zasadzie nie było ścieżki tylko wąska skalna półka, na dodatek zakończona urwiskiem. Ale Natalia tego nie wiedziała, ostrożnie przesuwała się na przód, opierając o skalną ścianę.
W tym momencie z za chmur wyszedł wąski sierp księżyca i bladym światłem zalał całą okolicę. Widział z daleka jak Natalia się zatrzymała i zaczęła rozglądać, jej krótką delikatną sukienkę szarpał wiatr, a drobne białe ręce odcinały się ostro na tle ciemnych skał, których próbowała się przytrzymywać.
Chciał zawołać, ale bał się, że wystraszona może zrobić jakiś niespodziewany ruch i spaść. Podchodził powoli i cicho, był już blisko kiedy Natalia spojrzała w jego kierunku i dostrzegła go. Zobaczył dziką panikę w jej oczach, poznała go ale znów się go bała, może jeszcze bardziej niż przedtem. Skoczył błyskawicznie, nie mógł czekać jednak Natalia też rzuciła się do ucieczki. Skały których usiłowała się przytrzymać osunęły się, pociągając za sobą te, na których stała, wszystko zaczęło wirować i spadać. Usłyszał jej krzyk i zobaczył jej bladą twarzyczkę odsuwająca się od skały i drobną postać spadającą w dół. Był jednak szybszy, skoczył w dół łapiąc ją pewnie w ramiona i osłaniając przed skałami lecącymi na nich.
Nie bój się, mam Cię, wyciągnę Cię z tego” – posłał jej intensywną myśl
Wylądował z Natalią w ramionach na kolejnej skalnej półce, a spadające skały rozbijały się o jego plecy. Łomot i huk spadającego skalnego rumowiska zagłuszał wszystko, po chwili jednak ucichł pozostawiając pustkę i ślady zniszczenia w bladej poświacie księżyca.
Żyjesz?”
Sebastian tulił Natalię do siebie, bojąc się nawet sprawdzić czy żyje, powoli dochodziło jednak do niego, bicie jej serca i urywany przyspieszony oddech, oraz cały czas obecne ciepło jej ciała. Rozluźnił delikatnie ramiona o odsuną się odrobinę by muc dostrzec jej twarz.
Była przytomna i przerażona. Jej wielkie oczy były jeszcze większe niż normalnie, oddech spazmatyczny i urywany. Zdawał sobie sprawę, że równie bardzo przerażało ją to co się wydarzyło jak i on sam.
Nie bój się”- Nie miał jeszcze siły uśmiechać się, tak by ją uspokoić, tylko przytulił ją ponownie do siebie i pogłaskał po włosach. Była cała bardzo spięta, ale nie próbowała się wyrywać, ani uciekać, bała się go, jednak spaść bała się bardziej.
Teraz spokojnie próbował przeanalizować sytuację w której się znaleźli. Skalna półka, na której wylądowali nie była połączona z niczym, w dół było jeszcze kilkaset metrów i potem też nie wiadomo, czy było stamtąd wyjście. W górę jeszcze gorzej, nawet samemu wspinaczka była ryzykowna, przez zwietrzałe, niestabilne, spadające skały. Na razie musieli tu zostać i poczekać na pomoc.
Poczuł jak Natalia poruszyła się próbując wyswobodzić z jego objęć. Rozluźnił uścisk, ale jej nie puścił.
- Uspokój się nie ruszaj się gwałtownie bo spadniemy – Sebastian starał się mówić jak najłagodniej, bojąc się, by jej jeszcze bardziej nie wystraszyć.
- Gówno, pieprz się, wiem – warknęła. - Puść mnie, nienawidzę cię – jęknęła słabo.
- Nie ma mowy, spadniesz.
- Pieprz się, wolę spaść – zawarczała. – Nienawidzę cię.
- Nie pozwolę na to, złapię cię.
- No to, co i tak mnie zabijesz, po co mnie łapałeś? – z oczu pociekły jej łzy.
- Jak możesz tak myśleć, przecież mówiłem, jak bardzo mi na tobie zależy- dotkną delikatnie policzka Natalii, ścierając, a raczej rozmazując opadające łzy - „Naprawdę bardzo mi zależy…, bardziej niż na sobie, nigdy na nikim…”-
- No, i… zostawiłeś mnie dla tych… – łkanie zagłuszyło dalsze słowa
- Nie, nie – szepnął w rozpaczy – Przepraszam, nie pomyślałem, że oni… – przerwał w jego głosie pojawiła się wściekłość i stanęła gulą w gardle – Rozszarpię im gardła, jak ich dorwę – zawarczał, a w myślach pojawił się obraz rozszarpanych gardeł jej byłych prześladowców
- Och – przerażenie w jej oczach znów przechodziło w panikę, zrozumiał, że się go boi
- Nie, nie bój się, nie zrobię ci krzywdy – Sebastian starał się ją uspokoić z rozpaczą.
- Kim ty jesteś? – spytała cicho bardzo drżącym głosem.
- Mówiłem ci, że potworem, ale potwory też widać mogą coś czuć – powiedział smutno, czując niewypowiedzianą rozpacz, że to koniec, ona boi się go. Jak Gajusz ich znajdzie, Luna sprawi, by zapomniała wszystko i nigdy już nie wejdzie do jej życia, będzie bezpieczna.
- A jak będą niegrzeczna, przestaniesz mnie lubić, to też rozszarpiesz mnie? – spytała cicho.
- Nie, nigdy nie mógłbym zrobić ci krzywdy – Sebastian przerwał i dodał cicho i z całą namiętnością jaką do niej czuł. – I nigdy nie przestanę cię lubić.
- To niemożliwe… a gdybym zrobiła coś strasznego, była niedobra, zraniła cię, zdradziła? – pytała cicho z niedowierzaniem.
- Nie, nigdy, myślę, że znaczysz dla mnie więcej niż ktokolwiek inny, nawet jak odejdziesz i zapomnisz o mnie, ja Cię nie zapomnę, na zawsze, na wieki, tak już mamy.
- My…?
- Tacy jak ja, zauważyłaś, że nie jestem normalnym człowiekiem – mówiąc to, usiadł powoli, nie wypuszczając Natalii z objęć.
- Tak, jesteś bardzo szybki, wytrzymały, silny i szlachetny…. – powiedziała powoli. – Więc, kim jesteś?
- Szlachetny, chyba kpisz sobie ze mnie. Nie mogę ci powiedzieć, nie tu – uśmiechną się smutno. – Jak ci powiem, to uciekniesz i znów będę musiał cię łapać.
- No wiesz, co znowu, żartujesz – w jej głosie słychać było złość. – Nie jestem głupia, aż tak bardzo.
- Jasne.
- Powiedz mi, musisz mi powiedzieć, może za chwilę ta skała się urwie i spadniemy w przepaść, może tobie nic się nie stanie, ale ja się rozpłaszczę na dole – z rezerwą spojrzała w dół i wyraźnie przeszedł ją dreszcz. – Mam prawo wiedzieć.
- A obiecasz, że nie drgniesz, nawet jak ci powiem, coś okropnego, choć… jak spadniesz to i tak cię złapię.
- Obiecuję, nawet powieka.
- No dobra jestem … może sama się domyślasz – powiedział cicho.
- No, nie wiem, myślałam… biorąc pod uwagę, że kiedy mnie dotykasz, wiem, co myślisz i czujesz, tak jak ze zwierzętami czyli może bardziej masz coś wspólnego ze zwierzęciem niż inni ludzie, biorąc pod uwagę twoją siłę, odporność i szybkość… - powiedziała szybko jednym tchem.
No, blisko, ale nie do końca” – pomyślał i podsuną jej w myślach ostrożnie swoje pragnienie krwi.
- Co, jesteś wampirem, takim co pije krew i zabija ludzi jak Drakula – jak obiecała nie ruszyła się, tylko rozszerzyły jej się płatki nozdrzy i zadrgały lekko, a oczy stały się jeszcze większe i bardziej świetliste.
- No, prawie, raczej nazywamy siebie Dziećmi Księżyca lub Strażnikami Cienia, albo najlepiej Wędrowcami Cienia i nie zabijam ludzi, teraz…, ale piję krew i mogę zamienić się w zwierzę wtedy poluję na zwierzęta
- A, boisz się słońca, jak przyjdzie ranek to spalisz się, tu będzie rano słońce – podniosła głos i była nim autentyczna panika
- Nie, nie boję się słońca, nie lubię go, ale jest tylko nieprzyjemne – roześmiał się, miał wrażenie, że teraz jak prawdziwie boi się o niego to było niesamowite, bała się go, ale i o niego.
- To dobrze – Natalia powiedziała z ulgą
- Boisz się o mnie, czy o to że zostaniesz tu sama – zakpił jednak tak naprawdę spróbował wysondować jej uczucia żartując.
- No, jasne, że samej strasznie by mi się nudziło, żadnej książki ani nic – odpowiedziała sarkastycznie jednak ze szczerym oburzeniem, ale nie potrafił wyczuć prawdy, to dziwne.
- Miło mi, że się o mnie martwisz – powiedział z sarkazmem
- A, tak przy okazji jak zostaniemy tu bardzo, bardzo długo i będziesz bardzo, bardzo głodny to zjesz mnie, co – spytała z udawaną powagą, ale bez lęku
- Jasne, przecież po to nie pozwoliłem ci spaść, nie można marnować pysznej przekąski – zażartował kpiącym uśmiechem i puścił do niej oko.
- Dobrze wiedzieć – rozśmiała się i objęła go za szyję – W końcu uratowałeś mi życie i teraz należy do ciebie, możesz mnie zjeść kiedy chcesz – i dodała - No to jak już sobie wszystko wyjaśniliśmy, to…
- Hej, nie tak szybko jeszcze nie wszystko, teraz ja muszę coś wiedzieć – zawahał się jak to powiedzieć – Czyli tak, jak już dowiedziałaś się jakim jestem potworem i co ci tak naprawdę z mojej strony może grozić to się przestałaś mnie bać – spytał niedowierzająco
- Tak, nie jesteś zły, jesteś sobą i jesteś jaki jesteś i jak już wiem to Ok. jesteś drapieżnikiem, tak już w przyrodzie jest i tego się nie boję, bałam się, że jesteś terrorystą.
- Myślisz, że jestem twoim oswojonym zwierzątkiem
- Nie – odparła ze śmiechem – Jesteś moim dzikim zwierzątkiem– dodała pochylając się w jego stronę i przyciskając gwałtownie swoje gorące wargi do jego chłodnych ust i całując go długo i gorąco.
Oddał namiętnie ten pocałunek z czułością. Ich myśli i uczucia połączyły się w całość, jak by prowadzili ze sobą długą rozmowę, lub jak by razem byli ze sobą przez całe lata. Łączyły się ich myśli ale również marzenia i wyobrażenia, tęsknoty i pragnienia, a każde poznawał drugie może nie od strony historii życia, ale od strony prawdziwej głębokiej natury. Po chwili Natalia podniosła głowę i roześmiała się wesoło
- Wiesz co, zdecydowanie wolę, abyś był wampirem niż terrorystą – i znów go pocałowała nie dając dojść do słowa.- Szkoda, że tu tak niewygodnie – dodała
- O czym ty myślisz, dziewczyno – powiedział z udawaną trwogą
- Ja? O niczym – zatrzepotała niewinnie rzęsami – Tylko tu niewygodnie na dłuższe przebywanie.
Roześmiał się kpiąco.
- Na razie może być. Chyba długo tu nie zostaniemy, wydaje mi się, że słyszałem helikopter, pewnie przyleciał mój ojciec i siostry, mieli pomóc cię szukać – wyjaśnił
- Ja nie słyszę
- Zaraz usłyszysz, chyba mam jednak zdecydowanie lepszy słuch od ciebie, takie przystosowanie do polowania.
Natalia odsunęła się od Sebastiana próbując wychwycić dźwięki maszyny i w tedy poczuli drgnięcie, a potem trzask i kolejne drżenie. Sebastian wstał, by objąć Natalię, ale nie zdążył, kawałek skały na której stał nagle, bez ostrzeżenia zapadł się w dół. Wyciągną błyskawicznie rękę i chwycił się wystającej skały i wtedy poczuł, że chwytają go jej drobne dłonie i z całych sił ciągną w górę.
Nie, Natalia, nie, puść mnie bo spadniesz” – krzykną wręcz w myślach
- Mowy niema, nigdy w życiu – wysapała, nie miał jak odsunąć jej dłoni od siebie, wiedział, że jak skała się odłamie spadną razem i mogłoby mu się nie udać osłonic jej.
- Musisz, nie utrzymasz mnie, nic mi nie będzie
- Utrzymam, możesz wpaść na drzewa, lub gałęzie, a ja wiem jak to się kończy – usłyszał w jej głosie upór i determinację
W tym momencie w jego umyśle pojawiła się Luna
Gdzie jesteś, Oliwia wyłapała twój strach co się dzieje, gdzie cię szukać”
Wysłał w myślach do nich obraz miejsca gdzie się znaleźli
Luna, pośpieszcie się, błagam ratuj ją”
W tym momencie Sebastian usłyszał już nad głową wyraźny odgłos pracy silnia helikoptera i jednocześnie poczuł drgnienie skały, na którą skoczył Gajusz. Opadające wokół skały znieruchomiały, poczuł jego mocny uścisk i oderwały się od niego ręce Natalii. Został wręcz wyrzucony w górę i łagodnie wylądował obok Gajusza, złapał w locie Natalię, w ostatniej chwili, bo skała oderwała się i polecieli w dół. Ale nie był to bezwładny upadek, czuł ochraniająca ich moc Gajusza, rządek kawałek skały, ziemia czy kamień nie dotkną ich nawet.
Podobnie jak poprzednio przytulił i osłonił Natalię wylądowali bezpiecznie na dole, asekurowani jeszcze przez Gajusza. Wtedy powoli opadły skały, a za moment opadł tez powstały przy okazji kurz. Kiedy Sebastian strzepnął z siebie resztki skał i otrzepał z pyłu włosy Natalii, przytulił ją i dopiero teraz spojrzał na Gajusza.
Spodziewał się, że ten będzie zły, ale wyraz twarzy Gajusza przeraził go. Gajusz stał osłupiały przyglądając im się z niedowierzaniem, wyglądał jak by piorun go raził i on nie mógł w to uwierzyć.
- Sylwia – szepną z bólem
Przez moment ten wyraz niedowierzania przeszedł w widoczną furię, za trzęsły się wokół skały i ziemia, a potem twarz Gajusza stała się nieprzenikniona, kiedy Natalia przytuliła się do Sebastiana.
- Zanieś ją do helikoptera – rzucił chłodno – Tam w prawo jest ścieżka
Odwrócił się błyskawicznie i już go nie było.
Czekał na nich przy maszynie milcząc, kiedy Sebastian dobiegł postawił nieco oszołomioną Natalię i z pytaniem spojrzał na wzburzonego Gajusza. Ale w tym momencie z helikoptera wyszła Luna
- Natalia, co …? - Lunie słowa uwięzły w gardle
- Luna…, Luna ty tu? Jak…- Natalia była wyraźnie wstrząśnięta
- Znasz Lunę – Sebastian był niemniej zaskoczony
- Tak, jest dziewczyną mojego brata – odparła Natalia naturalnie
- Och…, No, tak czyli wszyscy świetnie się znacie – zawarczał Gajusz
Oliwia stała patrząc na nich wszystkich na przemian w końcu zatrzymała się na Gajuszu
- Nie rób tego… – wbiła w niego wzrok z nieokreślonym wyrazem twarzy - Powiedz im…
Musisz…”
- Dość. Nie teraz – zawarczał, widać było, że kipi z gniewu ale jego twarz pozostawała bez wyrazu.
Sebastian nie wiedział, co o tym myśleć, ale wiedział jedno, tak wściekłego Gajusza jeszcze nie widział, a wiedział też, że jest się czego bać…

Dość. Do helikoptera – rozkazał Gajusz głosem nieznoszącym sprzeciwu. – Wszyscy…


Epilog





Postać stojąca w blasku księżyca odwróciła się lekko i bezszelestnie, niesamowita i przepiękna zarazem, z kruczo czarnymi długimi niczym welon włosami spływającymi na bladą lśniącą diamentową skórę, ledwie okrytą skrawkiem półprzezroczystej lekkiej tkaniny w kolorze płonącej krwi.
- Miłość jest największą siłą, daje życie i śmierć, może pokonać wszystkie przeszkody, ale też może być przeszkodą nie do pokonania - powiedziała w zamyśleniu i ciągnęła dalej, patrząc ponuro – Jest jak słońce, które odbite od oblicza księżyca może prowadzić w mroku, a w południe dnia jego promienie oślepią i mogą zabijać. Decyzje wkrótce zostaną podjęte, ale to ty będziesz ich aktywatorem i… spadkobiercą... – zamilkła na chwilę - Twoja miłość może prowadzić twoje dzieci, może też narazić je na niebezpieczeństwo, i zabić…, i dać im życie. Taka jest przepowiednia Amaltei – urwała i spojrzała na mężczyznę z żarliwością, przemieszaną z okrucieństwem
Ale jak sam wiesz, jej wizje dotyczące ciebie zawsze były bardzo niewyraźne i mgliste, a rzeczywistość jest podatna na każdą zmianę uderzeń skrzydeł motyla, a nic do końca nie jest takie na jakie wygląda – ostrzegła chłodno - Los zależy od twoich decyzji – jeszcze raz podkreśliła – Pamiętaj o tym, gdzieś w tobie, na granicy życia i śmierci, czuję też, dla siebie strach lub spokój, czuję wokół ciebie moc i czuję jakąś świadomość, ale nie mogę jej odnaleźć.
- Co mam ci powiedzieć…, jestem twoim strażnikiem, dzieckiem i kochankiem po wieczność – jego głos był tak żarliwy, że prawie poczuła jego ból, co sprawiło jej przyjemność – Kocham cię, ale nie chcę ich opuszczać, nie mogę
- Tak, teraz nie możesz, za dużo byś zmienił, ale już sama wiedza zmienia wiele, jednak może kiedyś… - zawahała się – Pragnę cię, moje progi są dla ciebie zawsze otwarte, teraz musisz stoczyć własną bitwę, tylko pamiętaj o oślepieniu i daj się prowadzić, a i tak cokolwiek się stanie, jesteś mój i ja na ciebie zawsze będę czekać.
Odchodziła, płynąc w srebrzystym świetle księżyca, jednak w połowie drogi zawahała się na moment i zawróciła. W tym samym momencie znalazła się bezpośrednio przed stojącym nieruchomo mężczyzną, a ich wargi złączyły się w namiętnym pocałunku.
Ich splecione ciała otoczył księżycowy blask, tworząc wokół odgradzającą ich od rzeczywistości magiczną, świetlistą aurę. I trwali w niej zatraceni w sobie, a czas przestał płynąć, jakby noc nigdy nie miała się skończyć.





KONIEC CZ. I


cz II pt. Niepamięć cieni 
na razie jako ebook - Niepamięć cieni



Prześlij komentarz